poniedziałek, 7 marca 2011

I can Soar - part 8

Changmin ponownie spakował swoje rzeczy i wystawił na korytarz potężną walizkę. Kto by się spodziewał, że tak łatwo i naturalnie przyjdzie mu przyjąć tę posadę w Japonii. Fakt bardzo dużo zawdzięczał Kibumowi, który starał się wspierać go ze wszystkich sił. W końcu niedługo też Yoochun dołączy do niego. Przynajmniej będzie miał pewność, że nie straci przyjaciela. Nie do końca wierzył w jego szczere intencje, ale zostawił to na głowie Kibuma. Sam miał zamiar się trochę wyluzować.

"Jestem już gotowy, o której miał być ten samolot?"

"Nie wiesz nawet, o której masz być na lotnisku?" spytał Kibum zdziwionym głosem.

"Myślałem, że ty nad wszystkim panujesz!" Changmin wrzasnął na stojącego w holu kolegę, który zastanawiał się czy powiedzieć może o tym, że godzina odlotu jest napisana na bilecie, ale szybko zrezygnował widząc go tak rozzłoszczonego.

"No chodź już." machnął rękę i otworzył drzwi " I zostaw te chipsy! Chcesz przytyć?"

"Nie mam tego w planach, ale jeśli to jedyne wyjście to tak, chcę." Chagmin pakował do ust kolejnego chipsa szukając jednocześnie kluczy od mieszkania.

"W ogóle o siebie nie dbasz. a powinieneś. W ogóle się nie dziwię dlaczego pan Kim cię zostawił."

"Zamknij się! Idziemy!" Paczka, którą trzymał wylądowała na ziemi w korytarzu, a Changmin złapał walizkę, wyszedł z domu i zamknął za sobą drzwi.

~O_O~

Yoochun siedział jak zamurowany na jednym z wolnych krzeseł przy barze. W ręku trzymał nieruchomo już od ponad 15 minut kieliszek wina. Cały czas gapił się w jeden ruchomy punkt, wyginający się gdzieś po środku klubowego parkietu. Zauważył też, że kilka razy niechcący się opluł.

"Jak będziesz tak siedział to nic nie zdziałasz". Junho szturchnął Yoochuna, który wreszcie zdawał się mieć kontakt z rzeczywistością. "Tak poza tym to dziwnie wyglądasz kiedy gapisz się tak na parkiet z otwartymi ustami. Mi by było wstyd".

"Odczep się. Nie widzisz, że podziwiam".

"Widzę. Tylko nie zapominaj, że to mój młodszy brat".

"Zupełnie inaczej jest go widzieć w domu, kiedy nic innego nie robi tylko narzeka bez przerwy jaki to jestem 'obcy', a co innego tutaj. Nie wiedziałem, że...". Yoochun starał się dobrać odpowiednie słowo.

"Że Junsu potrafi być taki seksowny? Że nauczyciel biologii potrafi być taki seksowny?"

"Właśnie". Spojrzał się jeszcze raz na idealne ciało Junsu, który kiwał się na boki i wyginał w rytm muzyki. Wyglądał tak jakby tym właśnie żył. Muzyką. Jakby to ona dawała mu wolność. Wyglądał tak swobodnie i uwodzicielsko, że Yoochunowi po raz kolejny opadła szczęka.

"Skoro jest gejem to dlaczego otacza się kobietami?". Spytał nei spuszczając oka z idealnej sylwetki.

"On twierdzi, że tak zwraca na siebie większą uwagę mężczyzn". Junho dopił swojego drinka i poprosił o następnego. Jak na razie ani on ani Yoochun nie odważyli się wejść na parkiet.

"O patrzy on tu idzie". Yoochun schował twarz za swoim kieliszkiem. Nie przewidział jednak, że całej nie ukryje.

"A temu co?". Junsu burknął, gdy tylko spojrzał na Yoochuna, który zachowywał się dość dziwnie. "Koktajl z cytryną poproszę". Kiwną w kierunku barmana, który od razu wziął się za przygotowanie napoju. Junsu tym czasem przysiadł na wolnym krześle obok Yoochuna z zamiarem złapania głębszego oddechu.

"Nie pij tyle". Junho zwrócił się do brata, który otrzymał swojego drinka przyozdobionego plastrami cytryny i małą kolorową parasolką.

"Nic mi nie będzie. Lepiej martw się o niegoo, bo nie wygląda zbyt dobrze". Fakt Yoochun nie trzymał się najlepiej. Zbyt dużo alkoholu plus zbyt mało ruchu spowodowało, że już powoli zasypiał na ladzie, lecz pomimo to nadal dziwnie tajemniczo wpatrywał się w Junsu.

"Masz fajny tyłek. Mogę dotknąć?". Powiedział nagle nalewając sobie kolejny kieliszek czerwonego, wytrawnego wina, które tak uwielbiał. " Jak tańczysz wygląda jakby płynął".

"Szkoda, że Changmin cię teraz nie widzi. Ciekawe co by na to powiedział? Junho weź go lepiej zaprowadź do domu". Odwrócił się w kierunku brata z nieprzyjemnym grymasem na twarzy. "Świetnie. To mam jednego nieprzytomnego i jednego bredzącego". Zdążył zauważyć, że jego starzy o 10 minut braciszek smacznie się zdrzemnął. Junsu zarzucił ramię brata na swoje własne i objął go w pasie. Nie miał wyboru jak zaciągnąć tych dwóch do taksówki. I tak minął ten wspaniały wieczór. Na niańczeniu dwóch dorosłych mężczyzn, którzy najwidoczniej sami nie potrafią o siebie zadbać. Ściągnął po drodze Yoochuna, który szybko dopił wino i uwiesił się na drugim ramieniu Junsu. "Świetnie". Z coraz gorszym humorem opuścił lokal mijając jakiegoś, najwidoczniej nowego, bramkarza, który wyglądem przypominał bardziej buldoga niż człowieka.

"Wsiadaj". Zawarczał w stronę Yoochuna, który kiwał się niepewnie na nogach ledwo co utrzymując równowagę.

"Oczy też masz ładne. Mówił ci to ktoś?"

"Nie! Wsiad...". Usta Junsu zamknął niespodziewany pocałunek. Trochę jakby całowała go jakaś pijana popielniczka. Odsunął od siebie Yoochuna, który oblizał się perwersyjnie. "Wsiadaj!"

"Kocham cię!". Junsu powoli już tracił cierpliwość. Nie mógł uwierzyć, że ten obcy, przystojny, uprzejmy i do tego seksowny mężczyzna może zamienić się w takie zwierzę. Wiedział, że coś z nim jest nie tak, a teraz wszystko ujrzało światło dzienne. Zapakował brata do taksówki zaraz po tym jak namówił Yoochuna, żeby wreszcie posadził swój szanowny tyłek na tylnim siedzeniu.

Odbiorca: Yunho
Pomocy!
Będę za 20 minut.
Nadawca: Junsu


Po kilku minutach jazdy przyszła odpowiedź zwrotna. Nie mógł raczej zabrać dwóch nieprzytomnych towarzyszy do domu, więc stwierdził, że przechowa ich przez noc u przyjaciela z podstawówki, który miał jedno szczęście mieszkać samemu.

Nadawca: Yunho
Czekam.
Odbiorca:Junsu


Już po chwili taksówkarz zatrzymał samochód w dość małej dzielnicy niedaleko miejsca, gdzie mieszkał Junsu. Yunho czekał już na podwórku nie wiedząc na co musi się przygotować. Junsu machnął do niego ręką, a ten podbiegł szybko pomagając mu wydostać zupełnie nieprzytomnego Junho i na wpół śpiącego Yoochuna.

"A to kto?". Spytał Yunho jak wyciągał obcego mężczyznę z samochodu i starał się dowlec go do domu.

"Jestem jego chłopakiem. Miło mi".

"Zamknij się!". wrzasnął wkurzony na maxa Junsu. Po co w ogóle wybierał się na tę beznadziejną imprezę. Po co w ogóle oni się tam wybrali? Żeby podtrzymywać konstrukcję blatu?

"Nie mówiłeś mi, że..."

"Bo nie mam". Junsu uciszył szybko chłopaka. Chciał jedynie położyć tych dwóch kretynów tam gdzie nie wyrządzą sobie zbytniej krzywdy i sam spokojnie zasnąć.

~O_O~

"Jak myślisz co oni teraz robią?" Changmin siedział na jednym z krzeseł na terminalu czekając na swój późno-wczesny samolot do Japonii.

On i Kibum już od ponad godziny zastanawiali się dlaczego samolot ma takiego kolosalne opóźnienie.

"Wiesz jest prawie 3 w nocy. Stawiam na to, że po prostu śpią. Przestań wreszcie zadawać takie głupie pytania"

"Jesteś pewien, że śpią?" Changmin dalej bombardował kolegę.

"Nie. Tak mi się wydaje. Jest 3 w nocy! Co mogą innego robić?"

"No tak" Changmin schylił głowę i wpatrywał się ślepo w jakiś martwy punkt na swoich butach. Wreszcie usłyszał wezwanie do odprawy swojego lotu.

~O_O~

"Jak tylko dojdą do siebie to ich stąd zabiorę" Junsu przykrywał kocem Junho, który leżał na kanapie razem z Yoochunem, a raczej na Yoochunie.

"Nie przejmuj się. Nie spodziewam się gości w tygodniu". Mężczyzna uśmiechnął się życzliwie i podał Junsu dwa czyste ręczniki. " Pewnie jesteś padnięty. Możesz tu zostać z nimi. Weź sobie tylko wolne."

"Dzięki Yunho"

"Nie ma sprawy Junsu" Uśmiechnął się ponownie i otworzył drzwi od swojej sypialni. "To dobranoc"

"Dobranoc"

Junsu padnięty skierował się do łazienki, żeby wziąć szybki, orzeźwiający prysznic, po czym planował położyć się jak najszybciej spać.

poniedziałek, 28 lutego 2011

I can Soar - part 7

"Nie rozdwoję się przecież! Czego wy ode mnie oczekujecie?!"

Yoochun wrzeszczał to na Changmina to na Junsu, którzy mieli najwyraźniej zbyt duże wymagania co do rekompensaty za wyrządzoną szkodę.

"Czasami trzeba pomyśleć za nim się coś zrobi"

Changmin zaczął kleić się do Junsu, który niezbyt zadowolony z całej sytuacji, przesuwał się co jakiś czas o kilka centymetrów powoli zbliżając się do ściany.

"Słyszałem, że Changmin miał wyjechać do Japonii. Niech, więc jedzie. Przecież nic go tutaj nie trzyma"

"Stoję obok możesz zwracać się bezpośrednio do mnie!"

Changmin przygryzł sobie wargę ze złości, a Yoochun starał się nie wtrącać ponownie w sprawy pomiędzy tą dwójką. wiedział na pewno, że musi wymyślić coś, żeby nie wracać z powrotem do domu. Nie chciał wysłuchiwać ponownie marudzenia rodziców, czy może być wkopanym w jakąś pracę biurową, której tak nie znosił. Nie miał jednak wystarczająco dobrego powodu, żeby zostawać w Korei. Chociaż już teraz twierdził, że znalazł by jeden odpowiedni dla jego samego - Junsu, a raczej był bardzo ciekaw jakby rozwinęła się ta dość skomplikowana znajomość. Dla niego powód idealny - dla Changmina kolejny powód, żeby nie odezwać się do niego przez wieki. Tak, więc Yoochun ugryzł się w język powstrzymując tym samym to co chciał powiedzieć i dalej czekał na rozwój sytuacji.

"Słyszałem, że chciałeś wyjechać do Japonii. Dlaczego nie pojedziesz? Miałeś wsiadać do samolotu, a wróciłeś, żeby zobaczyć się ze mną? Jak widać okazałem się dupkiem, więc możesz dalej kontynuować to co zaplanowałeś"

Junsu kompletnie nie starał się być delikatny. Wiedział, że jeśli Yoochun teraz opuści Koreę razem z Changminem to szanse na jego zadośćuczynienie są mniej, niż nikłe. Nie zależało mu na tym, że zatrzymywać przy sobie Yoochuna, ale z drugiej strony przydała by mu się pomoc przy sprawdzaniu klasówek. Miał by trochę czasu dla siebie. Wreszcie by odpoczął. Wreszcie nacieszył by się zbliżającą dobrą pogodą, na którą tak długo czekał.

"Mój tata potrzebuje kogoś w biurze" wtrącił się nagle Yoochun "Jeśli masz ochotę to zadzwonię do niego w tej sprawie. Teraz pojechałbyś sam, a ja dołączyłbym do Ciebie za jakieś.."

 Yoochun spojrzał się na Junsu czekając na podpowiedź dotyczącą tego jak długo powinien tu zostać, żeby odpokutować swoje winy.

"Jakieś 2 tygodnie" Junsu rozluźnił mięśnie twarzy.

"... za jakieś dwa tygodnie. Co? Dwa tygodnie?"

Spojrzał się na chłopaka, który najwidoczniej czuł satysfakcję z tego, że ma na coś wpływ i, że ta cała głupia sytuacja obróciła się na jego korzyść. Nie stracił nic, a mógł zyskać całe dwa tygodnie wolnego od prac domowych, sprawdzania klasówek i poprawiania błędów ortograficznych, których miał już po dziurki w nosie"

"Dwa tygodnie i ani jednego dnia mniej"

"Dobra zrozumiałem. Dołączyłbym do Ciebie za około dwa tygodnie"

Mówił coraz bardziej zrezygnowany. On sam miał na myśli ewentualnie kilka dni. Może 3? Na pewno jednak nie przypuszczał, że Junsu wpadnie na pomysł przetrzymania go tutaj przez całe dwa tygodnie. Stwierdził jednak, że zawsze to jakaś odskocznia od życia codziennego, a tego jeszcze nie próbował.

"Nie zgadzam się, żebyście zostali sami. Nie wiem co wam znowu do głowy przyjdzie.

Changmin wyrażał na głos swoją opinię, ale chyba już doskonale zdawał sobie sprawę, że jego głos nie miał w tym momencie większego znaczenia. Musiał pogodzić się, że sprawy przybiorą trochę inny porządek jak sobie zaplanował. Czyli nie zostanie z Junsu wysyłając Yoochuna samego do Japonii, tym samym nie ma szans na jakąś większą zgodę, ani na żaden teoretyczny powrót, ani na wspólne mieszkanie, albo chociaż przebywanie we dwoje w jednym pomieszczeniu, a tym bardziej wspólne sypianie. Na samą myśl, że to wszystko przepadło w jednym momencie w kącikach oczu zbierały mu się łzy.

"Albo niech wam będzie. Ja wychodzę. Z tobą pogadam później"

Changmin rzucił złowrogie pspojrzenie na Yoochuna, który wiedząc, że sprawy przeprosin miał już za sobą po prostu nie zwrócił na to większej uwagi i dalej bawił się ściągaczem w swojej bluzie.

"Niech będzie". Powiedział Yoochun

Drzwi zamknęły się z hukiem. Przez głowę Junsu przemknęła myśl, że gdyby uderzył trochę mocniej to mógłby zostać bez okien. Na razie nie wiedział tylko co ma zrobić z gościem w swoim domu. Tak tylko powiedział sobie, że go u siebie zatrzyma, ale tak naprawdę nie miał najmniejszego zamiaru użerać się z nim przez cały dzień. Mógłby ewentualnie wpaść późnym popołudniem zrobić co obiecał i wracać tam gdzie jego miejsce.

"To gdzie masz zamiar mnie ugościć?"

Zaczął Yoochun bardzo pewny siebie.

"Słucham?". Junsu spojrzał w kierunku  swojego rozmówcy "Jak ugościć?"

"Muszę gdzieś mieszkać. Masz dwa tygodnie. Potem zniknę i miejmy nadzieję, że już się więcej nie zobaczymy. Wszystko wróci do normy"

Sam do końca nie wierzył w te słowa. Już chyba nic nie będzie takie jak wcześniej. Wcześniej, czyli kiedy? Yoochun wiedział, że dla niego wcześniej oznacza tylko i wyłącznie życie przed tym słodkim pocałunkiem. Postanowił jak najlepiej wykorzystać te dwa tygodnie. Był ciekaw co wyniknie z tej skomplikowanej jak na razie znajomości.

"Nie możesz tutaj mieszkać! Prawie cię nie znam"

"Przestać chrzanić. Zaledwie wczoraj odwzajemniłeś mój pokazowy, gorący pocałunek. Czy to nie wystarczy?"
Yoochun zmarszczył czoło i przyglądał się cierpliwie reakcji Junsu. Od tej chwili postanowił zacząć wprowadzać swój mały plan w życie.

"Nie masz prawa tak mówić! To wszystko twoja wina!"

Twarz Junsu przybrała żywy czerwony kolor. Ze złości powychodziły mu na czole wszystkie żyły. Nigdy nikt nie działał mu tak na nerwy. Do tej pory wiódł spokojne życie. Czym tak naprawdę zawinił, że został skazany na takie cierpienie? Sam nie wiedział, ale musiało to być coś naprawdę strasznego. Teraz już sam wątpił czy te dwa tygodnie to dobry pomysł. Może starczą mu dwa dni? Tak mu z pewnością by wystarczyły, ale wtedy nie czułby wystarczającej satysfakcji z odebrania Yoochunowi 14 dni z jego pokręconego życia.

"To gdzie mogę spać? Jeśli masz tylko jedno łóżko nie szkodzi. Nie przeszkadza mi to, że będziemy spać razem"

"Nie będziemy. Mam sypialnie dla gości". Powiedział zrezygnowanym tonem i wskazał palcem gdzie Yoochun powinien się udać, żeby odpocząć.

"Też może być" Mrugnął do niego okiem i miną ocierając się o jego bok.

Yoochun postawił wszystko na jedną kartę. Miał tylko dwa tygodnie, żeby dowiedzieć się co tak naprawdę czuje Junsu. I czy jego nienawiść naprawdę zakorzeniła się, aż tak głęboko. Według jego planu 4 dni to maximum na ocenienie sytuacji i rozkochanie w sobie nawet kilku kobiet. Nie był jednak to końca pewien czy ten czas jest wystarczający, żeby przekonać do siebie mężczyznę i to w dodatku tak upartego i poukładanego.

"Nie dotykaj mnie więcej! Jesteś tu, żeby mi pomóc!"

"Jasne. Przyjąłem"

Yoochun zamknął drzwi od swojej nowej sypialni zostawiając Junsu samego w salonie. Rozejrzał się po pomieszczeniu i stwierdził, że ktoś najwyraźniej nie ma do końca sprecyzowanego gustu. Po co cały dom ma tak cholernie jasne kolory? Czy w ogóle on ma pojęcie o istnieniu innych barw, niż beżowy? Chłopak rzucił się na duże, chyba dwuosobowe, wygodne łóżko i przez około 15 minut nie robił nic tylko patrzył w sufit.

Changmin się pewnie tego nie spodziewa. Ehh. Znowu będzie awantura. No trudno.

Po następnym kwadransie Yoochun postanowił wreszcie pojechać i wymeldować się z hotelu. Musiał też wziąć swój okrojony bagaż. Spojrzał na podłogę i przypomniało mu się, że miał oddać te przykrótkie rzeczy Junsu. Po to je przecież ze sobą targał. Podniósł z ziemi reklamówkę i wszedł do salonu gdzie zastał 'współlokatora' siedzącego na kanapie i oglądającego telewizje.

"Dzięki za ciuchy. Idę do hotelu po moją torbę"

"I może tam zostaniesz?" wysyczał Junsu przez zaciśnięte zęby.

"Słucham? Mówiłeś coś?"

"Tak. Nie spiesz się"

Yoochun uśmiechnął się tylko i i wyszedł z mieszkania. Nie wiedział dlaczego, ale Junsu go coraz bardziej przerażał. Odpychał. Przerażał. Odpychał. I znowu przerażał.

No to chyba się zakochałem.

Kilka serduszek uleciało nad głową chłopaka, który starał się nie potknąć na całkiem równej powierzchni chodnika.

~O_O~

"To jest niemożliwe"

Changmin siedział w jakimś małym przydrożnym barze i popijał colę z dodatkiem soku pomarańczowego.

"Wszystko na pewno się ułoży, zobaczysz. Zresztą może się dla ciebie nie nadawał. Pomyśl nad tym"

Chłopak trochę niższy od Changmina siedział po przeciwnej stronie stolika i przeglądał jakieś czasopismo. Wyglądał na opanowanego i pewnego siebie. Ubrany był jak zwykły nastolatek. Włosy odstawały mu we wszystkie strony jakby nie wiedział do końca do czego służy grzebień. Widoczna też była jego niewielka wada zgryzu. Śmiesznie uzębienie jednak nie odbierało mu ani grama z jego uroku.

"A skąd ty możesz wiedzieć. Filozof się znalazł. W ogóle znałeś Jusnu. Znaczy czy go znałeś znałeś, a nie czy go znałeś?"

"Pan Kim jest bardzo miłą osobą. Świetnie uczy. Nie wiem co ci przyszło do głowy zakochiwać się w nauczycielu. To było do przewidzenia, że właśnie się tak skończy i do tego.."

"Hej! Kim Kibum! Chcesz umrzeć! Przestań gadać głupoty tylko się skup. Mam problem pamiętasz?"

"Tak oczywiście" Ziewnął chłopak zakrywając sobie usta ręką.

"Umowa była taka, że jadę do Japonii do jakiejś śmierdzącej pracy. Yoochun mnie polecił. Jedna sprawa mnie tylko męczy. Nie ufam mu. Już raz wykręcił mi numer, a nie jestem pewien czy nie zrobi tego po raz drugi"

Oczy Changmina wirowały jak u szaleńca. Skończył swoją kolejną porcję coli i poprosił o następną.

"Nie popadaj w depresję. Po co miałby to robić?"

"Bo Junsu jest wyjątkowy! Ty nic nie rozumiesz. Mogłem się tego spodziewać. Masz po prostu ich obserwować nic więcej. Chcę wiedzieć gdzie chodzą, co robią, i czy robią cokolwiek razem"

"Ty już popadłeś w paranoje. Pan Kim i tak do ciebie nie wróci, więc co to za różnica? He? Odpuść sobie, bo jeszcze zaszkodzisz niewinnym ludziom"

"Niewinni to oni nie są! Ty nic nie rozumiesz"

Mówił coraz bardziej agresywnie już prawie krzycząc na swojego znajomego. Ludzie przy stolikach obok zaczęli zwracać na nich większą uwagę. Zastanawiali się dlaczego dwóch nastolatków nie spędza wolnego czasu na nauce, tylko szlajają się po barach i upijają colą.

"Tak. Tak. Rozumiem. Niech ci będzie. Tak dla świętego spokoju. Powiedz mi tylko jedno co w nim jest takiego wyjątkowego, że nie możesz tak po prostu o nim zapomnieć?"

"Naprawdę chcesz wiedzieć?"

"Jasne. gdyby nie chciał to bym się ciebie o to nie pytał" Kibum robił się coraz bardziej senny.

"Jest po prostu najlepszy we wszystkim"

"Chciałeś powiedzieć, że jest najlepszy w łóżku?"

"Hej! Jak śmiesz!" Na policzkach Changmina wyskoczyły dwa rumieńce.

"No tak przepraszam." Kibum zmarszczył czoło ubolewając nad dojrzałością kolegi " Znajdź sobie po prostu kogoś równie dobrego i będzie po kłopocie".

"Zamknij się, bo zginiesz!"

czwartek, 17 lutego 2011

I can Soar - part 6

Yoochun siedział w małej taksówce rozmyślając gdzie mógłby znaleźć Changmina. Stwierdził jednak, że najpierw przyda mu się szybki prysznic i zmiana tych śmiesznych ciuchów. Samochód właśnie zatrzymywał się przed wysokim na 10 pięter budynkiem. Mężczyzna zapłacił i wysiadł z taksówki. Od razu skierował się do recepcji nie tracąc po drodze czasu na zatrzymywanie się w jego ulubionych butikach. Zameldowanie się zajęło mu dosłownie sekundy. Wszyscy go tu dobrze znali. Jego rodzice przeważnie wybierali ten hotel kiedy już zmuszeni byli zatrzymać się w Korei.  Nazwisko i pieniądze dużo tutaj znaczyły. Yoochun podziękował recepcjonistce z serdecznym uśmiechem i popędził w stronę windy. Normalnie skorzystałby ze schodów, ale akurat teraz zależało mu na czasie. Nie lubił małych i ciasnych pomieszczeń. Kiedy pewnego razu w dzieciństwie młodszy brat zamknął go samego w mikroskopijnej wielkości spiżarni, czuł się nie pewnie w miejscach takich jak winda. 

„Czy źle się pan czuje?”

„Nie wszystko ze mną w porządku.”

Yoochun przykrywał twarz ręką. Nie dziwiło go wcale to, że ludzie jadący z nim w windzie się na niego gapią. W tamtej chwili myślał tylko nad tym, żeby wreszcie znaleźć się na 5 piętrze i wysiąść z tego piekielnego urządzenia. Coraz ciężej mu się oddychało. Czuł, że jeszcze chwila, a wpadnie w panikę. Wreszcie drzwi się rozsunęły, a on taranując wszystkich na około wyleciał z windy i wylądował na przestronnym, fioletowym holu.

„Cholera! Nigdy więcej!”

Wyjął z kieszeni  elektroniczny klucz wyglądem i wielkością przypominający najzwyklejszą kartę kredytowa i przeciągnął przez czytnik umieszczony przy drzwiach.  Wnętrze było bardzo przestronne. Przywodziło na myśli duży kilku pokojowy domek jednorodzinny, ale na Yoochunie nie zrobiło to zbyt wielkiego wrażenia. Był do tego przyzwyczajony. Jak sam twierdził, oglądając stare fotografie z dzieciństwa, na których biegał jeszcze w pieluchach, jego własna kołyska była większa niż pokój niejednego z jego rówieśników. Wyskoczył ze wszystkich przymałych ciuchów jakie miał na sobie i wszedł pod prysznic. Od razu poczuł się lepiej. Poskładał pożyczone rzeczy w równą kostkę i zapakował w reklamówkę po puszystych hotelowych kapciach, które właśnie włożył na nogi. Zauważył, że pomimo skąpego ubrania i niskiej temperatury na zewnątrz, było mu dość ciepło.

„Chyba muszę się więcej całować. Jak widać dobrze to na mnie wpływa.”

Uśmiechnął się pod nosem. Z czego on się tak cieszył? Bardziej w tym momencie powinny targać nim jakieś niestłumione i bliżej nieopisane emocje. Ale jak sam zauważył to co działo się z nim teraz też było niestłumione i bliżej mu nieznane. Ostatnio się tak czuł kiedy… No właśnie kiedy ostatnio się tak czuł? Chyba wtedy kiedy poznał Changmina. Przystojny, wysoki i grzeczny ponad przeciętną chłopiec. Właśnie tak go wtedy postrzegał. Jak na 5- latka był bardzo zdolny i potrafił manipulować ludźmi. Wszystkie dziewczyny ze starszej grupy zawsze do niego lgnęły, a on potrafił zawsze uprzejmie je spławić, co skutkowało tym, że jeszcze bardziej się do niego kleiły.  Yoochun zdołał kilka razy podejrzeć jego zachowanie, sposób w jaki jadł, siedział, mówił, a nawet to w jaki sposób korzystał z toalety. Miał do tego raczej mało okazji. Głównie bywał w przedszkolu, żeby odebrać swojego młodszego braciszka, który akurat załapał się z małym Changminem do jednej grupy. Jak się tak zastanowić to chyba był w nim nawet zakochany. Taka nic nieznacząca szczeniacka i do tego nieodwzajemniona miłość. Tak to było właśnie wtedy. Ostatnio takie dziwne emocje targały nim jakieś 15 lat temu  i powróciły w dniu dzisiejszym.

„Aish! To chyba nie za dobrze. Muszę to jak najszybciej wyjaśnić, bo inaczej nic dobrego z tego nie wyjdzie.”

Jakby spojrzeć na to wszystko z perspektywy czasu to mogło wyjść coś dobrego. W końcu z Changminem zostali najlepszymi przyjaciółmi. I nawet kiedy wyprowadził się do Japonii dalej utrzymywali znajomość, aż do dnia dzisiejszego kiedy to wszystko właśnie miało się zepsuć.  Yoochun odpędzić od siebie czarne myśli i skoncentrował się głównie na tym, żeby odzyskać zaufanie przyjaciela.  Ubrał się w to co miał przy sobie. Wysuszył jeszcze tylko włosy i już był w pełni gotowy do wyjścia. Pościelił jeszcze sobie łóżko przed wyjściem, tak na wszelki wypadek. W końcu nie wiedział co może się wydarzyć po drodze i czy na pewno wróci do hotelu będąc w pełni świadomym. Chwycił jeszcze tylko zawiniątko, które wcześniej przygotował i już słychać było jedynie głośne trzaśnięcie drzwiami.

~O_O~

"Changmin, proszę, wybacz mi!"

Yoochun wrzeszczał uczepiony rękawa kolegi. Prawie, że leżał na ziemi oczyszczając dokładnie każdy jej kawałek swoimi nogawkami. Przeprosiny jednak nie podziałały. Czyli pozostało to co przygotował na wypadek kompletnego fiaska. Po prostu błagał. Już chyba bardziej nie mógł się poniżyć. Co jakiś czas spoglądał na Changmina, którego chyba bawiła cała ta sytuacja.

"Dobra."

"Co??"

"No wybaczam ci"

"Naprawdę?"

"Jeśli jeszcze raz o to spytasz to mogę zmienić zdanie"

"O.. dziękuję, dziękuję, dziękuję. Naprawdę tak bardzo się ciesze..."

"Widzę, ale czy mógłbyś już puścić moje ramię? Zaraz mi je urwiesz!"

Chłopak strzepnął kolegę i odsunął się na jakieś 2  metry nie wiedząc co może mu jeszcze odbić. Wygładzić rękaw swojej bluzy, na której zostały jakieś dziwne mokre ślady. Nie wiedział tylko czy to od łez czy może Yoochun bezczelnie obślinił go tak na wypadek gdyby ten mu nie wybaczył. Wzdrygnął się z obrzydzenia i postanowił, że jak ją tylko zdejmie to na pewno ją spali.

"Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać?"

"No zastanówmy się" Yoochun siedział na ziemi po turecku i udawał, że nad czymś intensywnie myśli "Nie było Cię w domu, więc stwierdziłem, że na pewno poszedłeś do Junsu. To chyba proste?"

"YAH!!!"

Changmin wydarł się tak, że  na pewno było go słychać w całym budynku. Obserwował szaleńczym wzrokiem Yoochuna, który tym razem kulił się w jakimś kącie ze strachu przygryzając opuszki palców.

"MYŚLISZ, ŻE SIEDZĘ TYLKO W DOMU?! ŻE NIE MAM NIC INNEGO DO ROBOTY?!"

"To nie tak." A właśnie, że tak. Yoochun bił się z własnymi myślami. Musiał ostrożniej dobierać słowa. "Co mógłbyś robić w środę wieczór? To chyba normalne, że przewidziałem gdzie się wybierasz. Trochę cię już znam."

"Jak widać ja ciebie nie. Kto ci w ogóle dał prawo całować Junsu?"

Changmin chodził zdenerwowany wzdłuż klatki schodowej. Yoochun monitorował dokładnie każdy jego ruch i czekał na moment, w którym mógłby się bezpiecznie podnieść nie narażając się tym samym na jakiegoś niespodziewanego kopniaka. Changmin raczej nie panował nad swoją siłą kiedy był wkurzony. Po prostu wyżywał się na tym co miał pod ręką. Teraz idealnym celem był Yoochun, a w dodatku był on sprawcą całej tej nieprzyjemnej sytuacji.

"Już ci mówiłem, że to nie tak" A właśnie, że tak. "AAAA! Przestań mnie nawiedzać!"

Yoochun wrzeszczał jak opętany zupełnie nie zwracając uwagi na rozbawionego sytuacją Changmina, który przyglądał się dziwnym tańcom odprawianym tuż przed jego oczami.

"Coś cię gryzie?"

"Nie wszystko w porządku" Yoochun uśmiechnął się i stanął w miejscu " Już ci mówiłem, że to nie tak jak myślisz. Byłem tam, bo martwiłem się o ciebie. Usłyszałem tylko, że Junsu kłóci się z kimś ..."

"Nie spoufalaj się za bardzo z moimi znajomymi! Od kiedy to jesteś na 'ty' z kimś kogo widziałeś raz w życiu przez kilka chwil?!"

Yoochun ponownie oddalił się od przyjaciela oczekując kolejnego wybuchu złości. Tym razem starał się być bardziej czujnym i obserwował go uważniej.

"Dwa razy" wyszeptał do siebie "Tak wyszło. Przepraszam. Chcę wszystko wyjaśnić, więc posłuchaj do końca...Jak usłyszałem, że  "Junsu kłóci się z kimś w drzwiach i, że ten ktoś jest nad wyraz upierdliwy i niemożliwy do zniesienia,a w dodatku miał strasznie irytujący ton głosu..."

"YAH!! To byłem ja! Czy życie ci niemiłe? Chcesz się wytłumaczyć czy pogrążyć?"

"Kiedy ja mówię prawdę" Yoochun ponownie szepnął odwracając wzrok w kierunku ściany zupełnie tak jakby ta miała go przynajmniej do końca wysłuchać. " Przeprosiłem przecież! Ile razy mam jeszcze to zrobić?"

"Niech pomyśle? Przez następny miesiąc będziesz towarzyszył mi na każdym kroku..."

"Miesiąc?! Czy ty, aby czasem nie przesadzasz? To nie są normalne relacje między przyjaciółmi. Prawdziwi przyjaciele powinni sobie wybaczać bezinteresownie..."

"Bla, bla, bla... To jak zgadzasz się?"

"Eh. Nic ze sobą nie wziąłem. Nie mogę zostać tutaj miesiąc."

Yoochun starał się znaleźć już następne wymówki na wypadek gdyby Changmin zakwestionował tą pierwszą, ale w jego głowie zaistniała kompletna pustka. Taka jak wtedy, gdy w gimnazjum jakaś dziewczyna pocałowała go delikatnie w policzek, a on brutalnie wytarł się rękawem swojego mundurka krzycząc głośne "Ohyyyydddaaa". Jak się okazało była to jednocześnie przewodnicząca szkoły, gospodarz klasowy jego rocznika, pupilek wszystkich nauczycieli, a w dodatku córka największego partnera finansowego firmy jego ojca. W tamtej sytuacji żadna wymówka nie była dobra. Dokładnie wtedy odechciało mu się skupiać uwagę na nauce. I tak nie miał szans na dobre stopnie. Teraz przynajmniej jak Changmin zdecydowałby się go pocałować to wziąłby to za gest przebaczenia i na pewno uznałby za całkiem przyjemne doświadczenie.

"Ale kto powiedział, że masz tu zostawać. Ja mam ochotę odwiedzić Japonię. Zobaczyć jak kwitną wiśnie, odwiedzić kilka restauracji i spotkac się wreszcie z Twoją cudowną mamą"

"Zgadzam się na wszystko tylko powiedz, że mi wybaczasz"

"Jak uważasz. Wybaczam ci"

"To jak już mówiłem, nie chciałem, żeby tak wyszło naprawdę. Myślałem, że jak pomogę jakoś Jun...Znaczy twojemu znajomemu to i on mi pomoże. Dlatego go pocałowałem"

"Jak było?"

Yoochun został kompletnie zamurowany. Jak to jak było? Było cudownie! Po co on się w ogóle o to pyta. W końcu to Changmin miał przyjemność zasmakować Junsu w całości. On jedynie poczuł przedsmak tego wszystkiego. I miał ochotę na więcej.

"Po co się pytasz? Na pewno znasz odpowiedź."

"Yhym."

Changmin podał dłoń koledze, który tym razem bez strachu podniósł się z zimnej, kamiennej posadzki. Razem postanowili przeprosić Junsu za to co zaszło. Omijając szerokim łukiem windę weszli na schody przeciw pożarowe i za nim zdążyli zniknąć na półpiętrze usłyszeli tylko dźwięk nadjeżdżającej windy.

~O_O~

„Ja chyba tutaj czegoś nie rozumiem?  Po pierwsze zerwałeś z Changminem…”

Junsu przytaknął. Teraz jak już wszystko z siebie wyrzucił wydawało mu się głupie to, że w ogóle miał przez tą sytuację jakieś wyrzuty sumienia.

„…po drugie odprowadziłeś go na lotnisko, bo miał zamiar wyjechać do Japonii, a tobie zrobiło się go szkoda. Potem przypadkowo potrąciłeś jakiegoś kolesia i zgubiłeś MP4. Okazało się, że to znajomy Changmina i przyszedł do Ciebie, bo nie może go znaleźć. Wtedy niespodziewanie zjawił się twój były i oznajmił, że nie mógł wyjechać, bo cię kocha…”

„Tak! Ile razy chcesz to wałkować? Przecież powiedziałem ci już wszystko, a ty powtórzyłeś to już ze sto razy. To nie jest materiał na książkę! Przestań mnie męczyć.”

Junsu wyciągnął się na kanapie stojącej w salonie. Odwrócił się na brzuch i podziwiał z tej pozycji widok z okna. Nareszcie widać tak długo oczekiwane słońce. Może jutro rano tez je zobaczy?  Teraz wszystko powinno się już zacząć układać skoro nawet pogoda mu dopisuje.

„...,a potem ten cały Yoochun, czy jak mu tam, słysząc, że ktoś nie daje ci spokoju podszedł i cię pocałował, żeby odstraszyć natręta. Wtedy Changmin zobaczył co się dzieje i uciekł. Tamten zaczął krzyczeć za nim, a ty wyrwałeś mu MP4 i wygoniłeś za drzwi.”

Junho wyglądał tak jakby nie miał zamiaru kończyć. Wręcz przeciwnie miał ochotę jeszcze wysłuchać wszelkich szczegółów dotyczących zerwania, pocałunku i tego co było dalej.

„Ehh. To może na dzisiaj koniec. Co?”

„Nie ma mowy. Rzadko kiedy można usłyszeć od Ciebie takie zabawne historie.”

„Zabawne?! Dla ciebie to może i jest śmieszne, ale dla mnie to było coś strasznego. Zrozum to raczej nie byłą sytuacja, którą chce zapamiętać do końca życia, więc daj mi już spokój, albo cię wyproszę.”

„A co wystawisz mnie półnagiego na klatkę schodową? No wiesz co sobie ludzie pomyślą.”

Chłopak zaczął zwijać się ze śmiechu. Pierwszy raz widział brata, aż tak zakłopotanego. I pierwszy raz nie miał ochoty dawać mu żadnych rad. Nareszcie zdarzyło się coś spontanicznego. Coś z czego wreszcie może się ponabijać wiedząc, że nikogo nie skrzywdzi. Junho widział jedynie te pozytywne strony całej sytuacji. No albo raczej brak tych negatywnych.

„To wcale nie jest śmieszne!”

Wstał z kanapy i spojrzał z góry na leżącego na podłodze brata. Zmarszczył groźnie brwi i z taką miną wpatrywał się w niego przez kilka minut, dopóki tamten ponownie nie wybuchł śmiechem.

„A może ty się zakochałeś?” – spojrzał na Junsu z ukosa – „ No wiesz nigdy nic nie wiadomo. Jeden pocałunek potrafi zdziałać cuda. A tak jak już wróciliśmy do tematu to… hmmm… jak było?”

W głowie Junho układało się pytanie za pytaniem, na które potrzebował znać odpowiedzi, żeby zaspokoić swoją nieokiełznaną ciekawość. Wstał z podłogi i chwycił brata za barki pchając go z powrotem w kierunku kanapy, na którą posadził go delikatnie i sam usiadł obok. Objął go ramieniem i wzdychał co jakiś czas, jakby nad czymś głęboko ubolewał.

„No już dobrze! Jeśli jedynymi słowami, które będę musiał wypowiedzieć są ‘tak’ lub ‘nie’ to odpowiem na pytania. Bardziej wysilać się nie będę.”

Junsu wytknął język i schował twarz pod poduszką. Wiedział, że jak będzie musiał opowiadać o szczegółach tego co się zdarzyło, to na pewno znowu jego twarz będzie wyglądała jak płonąca czystym ogniem pochodnia. W tym momencie rozpłynął się właśnie pod wpływem chłodnej poduszki i nawet nie zwrócił uwagi kiedy to jego straszy brat zaczął zadawać te swoje głupie pytania. Tak jakby one miały urozmaicić jego życie.  

„.. i czy coś czułeś kiedy on cie całował, i czy się zakochałeś, i czy znowu się spotkacie?”

Junho skończył biorąc głęboki wdech. Starał się jak najszybciej wszystko powiedzieć za nim Junsu się rozmyśli. Czekał chwilę na odpowiedź, której niestety nie uzyskał. Ściągnął z twarzy brata poduszkę i dalej czekał.

„No co ?”

„Słuchałeś mnie w ogóle? Czy raczej od początku nie miałeś takiego zamiaru?”

Przyciągnął Junsu w swoim kierunku, tak, że teraz mógł spojrzeć mu prosto w oczy.

„Oj słuchałem! Puść mnie!”

„To odpowiedz.”

Junsu zaczął intensywnie myśleć nad tym jakie pytania mógł zadać mu brat. Postanowił nie rozdrabniać się zbytnio i na wszystkie udzielić jeden, krótkiej odpowiedzi, która cisnęła mu się na język, od kiedy Junho zaczął robić się za bardzo upierdliwy.

„Spadaj”

Spojrzał w oczy brata z niemałym rozbawieniem na twarzy. Wiedział, że umowa była inna, ale raczej nie mógł zrobić nic innego. Przyznałby się wtedy, że zamiast go słuchać oddał się krótkiej chwili zapomnienia okładając się chłodną poduszką.

„Nie taka była nasza umowa. No tylko na jedno pytanie… Proszę”

Junsu zastanawiał się dlaczego tak bardzo mu zależy na tym wywiadzie? A może on faktycznie pisze jakąś książkę? Może bajki dla dzieci na dobranoc?

„Tylko jedno i daj mi już wreszcie z tym spokój”

Junsu wstał z kanapy i machnął ręką w kierunku brata, żeby się pospieszył. Sam chciał położyć się już do łóżka i wreszcie zasnąć.

„Podobało ci się?”

„Yhym”

Rzucił od niechcenia i zasłonił żaluzje w oknach. Teraz kiedy słońce już zaszło nie miał do czego przykuć wzroku. Spojrzał się na zdziwionego Junho, który wrzeszczał coś w stylu’ ‘ wiedziałem to’, lub ‘ tak jak myślałem’.  Nie zwracając większej uwagi na zachowanie brata wszedł do swojej sypialni. Zapomniał zupełnie, że panuje tutaj kompletny chaos. Nie był tez do końca pewny czy będzie potrafił zasnąć w takim bałaganie. Postanowił jednak spróbować. Zdjął z siebie wszystko zostając jedynie w skąpo wyglądających bokserkach, które opinały idealnie jego tyłek. Wskoczył pod kołdrę i zapalił małą lampkę nocną znajdującą się obok łóżka. Musiał jeszcze sprawdzić zadania domowe.

„Idziesz już spać? Zaprosiłeś mnie  po to, żeby iść spać?”

„Może innym razem dokończymy tą rozmowę teraz naprawdę nie mam czasu. Jestem naprawdę wykończony dzisiejszym dniem.”

Pomachał mu stosem zeszytów, które rozłożył na jasnej pościeli, i które miał zamiar właśnie zacząć sprawdzać. Wiedział, że to nie kulturalnie olewać ludzi w taki sposób, ale nic na to nie mógł poradzić.

„Masz! Miałem ci to przekazać!”

Junho zgniótł mały świstek papieru, który wyciągnął przed sekundą z kieszeni swoich spodni i cisnął nim w Junsu. Niefartem trafił akurat w oko. Roześmiał się tylko i bez pożegnania opuścił sypialnię. Junsu słyszał tylko głośno zamykane drzwi. Zeskoczył szybko z łóżka przekręcił zamek i  na powrót wpełzł pod ciepłą pościel. Złapał papierek i powoli go rozwinął.

„Co?! Kawa za 5000 won? Oszaleli!”

Przewrócił paragon za druga stronę i przeczytał po cichu cały tekst. Nie miał Nawet najmniejszej ochoty się nad tym teraz rozwodzić. To była tylko i wyłącznie strata czasu. Po co miał marnować energie na kogoś zupełnie mu obcego? Odłożył świstek na stolik i już brał się za sprawdzanie tych nudnych prac domowych, kiedy musiał wstać, żeby otworzyć drzwi.

„Czego on znowu chce? Minęło zaledwie kilka sekund.”

Junsu wywnioskował, że jedyną osobą, która mogłaby w tym momencie dobijać się do drzwi, był Junho. Musiał najwidoczniej czegoś zapomnieć, co nie było nowością i już zdążył się do tego przyzwyczaić.

„Co znowu zostawiłeś?”

Junsu otworzył szeroko drzwi z zamiarem wpuszczenia do środka natręta. Ale już po kilku sekundach starał się już tylko nie myśleć o tym, że był właśnie w  samej bieliźnie i robił się coraz bardziej czerwony.

 

środa, 9 lutego 2011

I can Soar - part 5

„To jest chyba najgorszy dzień w moim życiu”

Changmin mamrotał sam do siebie. Jak tylko opuścił budynek, w którym mieszkał Junsu nie wiedział gdzie ma się podziać. Krążył między uliczkami ze spuszczoną nisko głową. Samo wspomnienie o tym, co się wydarzyło napełniało go niepokojem. Stracił na raz dwie najważniejsze dla niego osoby. Jak to możliwe, że ktoś w ogóle może mieć takiego pecha? Sam nie mógł w to uwierzyć. Bardzo wyraźny obraz Yoochuna całującego Junsu pojawiał się co jakiś czas w jego głowie. Tak na dobrą sprawę to w ogóle jej nie opuszczał. Co powinien teraz zrobić? Czuł się okropnie źle myśląc o jego desperackim kroku jakiego się podjął. Błagać Junsu, żeby do niego wrócił? Co w niego wstąpiło?

~O_O~

Szczupły ciemnooki chłopak leżał na ogromnym łóżku w swojej sypialni. Już dawno się tak nie czuł. Starał wyłączyć się na świat. Po prostu leżał bezczynnie nie mając nawet ochoty kiwnąć palcem. Jego myśli zaprzątał mu ten dziwny i niespodziewany pocałunek. Dlaczego nie potrafił go zapomnieć? W końcu było już po wszystkim. Changmin pewnie już nigdy się do niego nie odezwie, co miało swoje plusy, a ten złodziej MP4, też najprawdopodobniej już go nie będzie nawiedzał. Teraz chciał, żeby jedynymi myślami były te o odzyskaniu odtwarzacza i pozbyciu się obu natrętów. Obrócił się na brzuch i podparł głowę dłońmi. Wpatrywał się tak kilka minut w jakiś mały uszczerbek na ramię swojego łóżka. Cały czas przyłapywał się na tym, że myśli o Yoochunie. Jak to możliwe?

„Sio…………!!!”

Spełzł z materaca i zaczął energicznie wymachiwać rękami ponad głową. Myślał, że uda mu się w ten sposób odpędzić te naprzykrzające się i zupełnie nie chciane myśli. Zapomniał tylko, że to nie działa. Kiedy ostatnio się tak czuł? Nawet nie potrafił sobie odpowiedzieć na to pytanie. Ile potrafi namieszać jeden pocałunek? Doszedł do wniosku, że jednak nigdy jeszcze nie czuł się tak jak teraz. Z Changminem każdą wolną chwilę spędzał w sypialni.

„Lub też na korytarzu, albo w salonie…”

Roześmiał się sam do siebie. Czy to w ogóle można było nazwać związkiem? Już nawet nie pamiętał czy był kiedyś z kimś na poważnie. Nie przypominał sobie, żeby był z kimkolwiek jakoś specjalnie związany. Nie mógł tym bardziej pojąc całej tej sytuacji z Yoochunem i tego jak zareagowało jego ciało na tamten pocałunek.

„Taki ciepły, przyjemny i pełen uczucia pocałunek”

Znowu przyłapał się na tym, że nie dosyć, iż gada sam do siebie to jeszcze dodatkowo myśli o całej tej sytuacji. Dlaczego nie potrafił zareagować inaczej? Jak to możliwe, że nic nie zrobił? Mógł go odepchnąć, zbluzgać, a w wyjątkowej sytuacji spoliczkować. Kto od tak po prostu całuje zupełnie obce sobie osoby? Jednak wspomnienie tych ust siedziało w jego głowie i mogłoby się wydawać, że nie łatwo będzie je usunąć. Rozejrzał się po pustej sypialni. Wszędzie walała się masa ciuchów Changmina. Po ich ilości można by pomyśleć, że zaczął szykować jakąś przeprowadzkę. Junsu pochylał się co kawałek zbierając wszystko co leżało na ziemi i wrzucając to niechlujnie do szafy. Nie miał teraz ochoty na robienie porządku. Zresztą ilość tego wszystkiego zbytnio go przytłaczała, przez co tracił ochotę na cokolwiek innego. Postanowił poczekać, aż właściciel tego bałaganu zgłosi się po swoje rzeczy.

„Chyba muszę się przejść”

Zastanawiał się jak będą wyglądały teraz jego lekcje biologii. A raczej ich lekcje. Nie potrafił nawet wyobrazić sobie patrzenia całymi dniami na przybitego nastolatka. A co jeśli cała sprawa się rozniesie? Jak chłopak postanowi opowiedzieć o wszystkim dyrektorowi? A jeśli posądzą go o faworyzowanie i molestowanie ucznia?
Junsu zdjął z wieszaka czerwoną kurtkę, która idealnie podkreślała jego talię. Sięgnął po klucze wiszące przy drzwiach, przy których chybotał sie breloczek w kształcie małego, różowego delfina i wyszedł. Miał nadzieję zostawić cały dzisiejszy dzień za sobą i po prostu się gdzieś odprężyć.

~O_O~

„Chyba trochę za bardzo się wczułem i chyba mam problem. Changmin pewnie w życiu mi tego nie wybaczy. Jednak jestem idiotą. I po co ja się tak podniecałem? Przecież to tylko zwykły pocałunek. Aishhh.”

Po ciele Yoochuna przeszła fala niespodziewanych dreszczy. On, podobnie jak Junsu, nie mógł zapomnieć o tym dziwnym wydarzeniu. Szedł skołowany jakąś główną ulicą cały czas mamrocząc coś pod nosem. Ludzie co jakiś czas spoglądali się na niego dziwnie. Tylko do końca nie wiedział dlaczego? Czy dlatego, że gadał sam do siebie i wyglądał jak jakiś czubek, czy może, że koszulkę miał ubraną na lewą stronę co potwierdzało jeszcze bardziej fakt, iż jest czubkiem? Ale cóż się dziwić. Kiedy Junsu bezczelnie ‘wystawił’ go półnagiego za drzwi swojego mieszkania nie myślał o niczym innym, jak tylko o tym, żeby coś na siebie włożyć. Idąc tak samotnie stwierdził, że jedynie kawa może poprawić mu nastrój i postawić na nogi. Postanowił odwiedzić jakąś kawiarnie. Problem polegał jednak na tym, że nie miał bladego pojęcia, gdzie może jakaś się znajdować. Przeszedł jeszcze kilka przecznic coraz bardziej zwalniając kroku. Cały się trząsł z zimna. Ten dzień go wykańczał. Jak nigdy chciał znaleźć się z powrotem w Japonii. Kątem oka przyuważył jakąś małą, ale przytulnie wyglądającą restauracyjkę.

„Może podają tam jakąś normalną kawę”

Skręcił w prawo i zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. Dookoła niego znajdowali się ludzie, których dobry humor przyprawiał go o bóle głowy. Kiedy tylko zobaczył zielone migoczące światło szybko skierował się w stronę restauracji.
Usiadł wygodnie przy jednym z okrągłych stolików i poczekał, aż zjawi się kelner.

„ Jedną, dużą, czarną kawę poproszę. I bez cukru.”

„Zły dzień?”

Wysoki, brązowowłosy kelner stał nad nim z uśmiechem na twarzy. Tego jeszcze tylko brakowało. Akurat teraz nie miał ochoty na jakieś dziwne pogaduszki. Mężczyzna trzymał w dłoni mały notatnik, na którym właśnie zapisał zamówienie Yoochuna.

„ Czy to wszystko?”

„Yhym”

Przytaknął dając mu do zrozumienia, że to raczej nienajlepsza chwila na nawiązywanie nowych znajomości. Kelner ukłonił się i odszedł. Yoochun omiótł wnętrze lokalu wzrokiem. Jak to możliwe, że jeszcze tutaj nie był? Przecież to samo centrum Seulu. Zdawał sobie doskonale sprawę, że jeśli chodzi o jakieś miejsca schadzek, to był trochę zacofany, jeśli chodzi o Koreę. Za to mógł wymienić wszystkie kawiarnie i restauracje w Japonii. Mimo to akurat ta restauracyjka znajdowała się przy głównej ulicy, więc jest niemożliwe, że wcześniej jej nie widział?

„Przecież to samo centrum.”

Przyłapał się na tym, że ponownie już dzisiejszego dnia mówi sam do siebie. W jego przypadku to nie było raczej normalne zachowanie. Zawsze starał się pokazać od jak najlepszej strony, ale najwidoczniej jedno, małe zdarzenie namieszało mu całkowicie w głowie.

„Chyba coś ze mną nie tak.”

Po niedługiej chwili kelner wrócił z wysokim, kubkiem pełnym gorącej kawy. Yoochun podziękował i poprosił od razu o rachunek.

„Nie dawno ją otworzyliśmy.”

Chłopak uśmiechał się stawiając na stoliku talerzyk z paragonem i małą, czekoladową muf finką do kawy.

„Słucham?”

„No ten lokal. Niedawno go otworzyliśmy. Liczymy, że jeszcze nie raz nas pan odwiedzi. Mamy tez nadzieję nabyć stałych klientów.”

Jak to możliwe, że jego twarz cały czas promieniała? Wyglądał na zadowolonego z tego co robił. Yoochun zastanawiał się czy możliwe w ogóle jest czerpanie jakiejkolwiek radości z tego, iż trzeba usługiwać takim czubkom jak on. Kelner cały czas stał przy stoliku. Sprawiał wrażenie dość młodego. Może nawet byli w tym samym wieku? Przyjrzał mu się uważniej i stwierdził, że mężczyzna ma bardzo wyraźne piwne oczy. Jego wzrok tak przenikał rozmówcę, że mogłoby się wydawać, iż potrafi czytać w myślach. Ubrany był dość schludnie. Spodnie ściśle przylegały do jego szczupłych nóg. Półgolf w delikatnym, oliwkowym kolorze idealnie podkreślał długą szyję, a jednocześnie uwydatniał wyrzeźbione ramiona. W pasie przewiązany miał fartuszek w brązowym kolorze co dodawało mu chłopięcego uroku. Nagle z drugiej strony lokalu dało się słyszeć cichy dzwonek, który oznajmił przyjście następnego klienta. Yoochun podskoczył. Zupełnie odłączył się od otoczenia, kiedy tak studiował nieznajomego kelnera, że ten delikatny dźwięk brutalnie sprowadził go z powrotem do świata żywych.

„Za chwilę do pana wrócę.”

Yoochun powędrował za nim wzrokiem. I do tego był jeszcze niesamowicie wysoki. Pomyślał sobie, że Bóg nie był do końca sprawiedliwy. I po co ten chłopak chce tutaj wracać? Może powinien zostawić pieniądze i najzwyczajniej w świecie wyjść? Jednak chęć wypicia gorącej kawy była silniejsza, niż ucieczka przed przerażającym kelnerem. Poczuł, że z każdym łykiem czuje się coraz lepiej i wraca jego dobry humor. Zaczął wszystko jeszcze raz analizować. Chyba wiedział już co powinien zrobić. Nawet jeśli Changmin nigdy mu już tego nie wybaczy, to i tak musi go przeprosić. Jeśli to nie podziała zacznie go błagać. Nie wiedział dlaczego, ale postanowił też przeprosić Junsu za swojego głupie i szczeniackie zachowanie. Yoochun poweselał jeszcze bardziej. Jak to wszystko się uda to nie będzie musiał do końca swoich dni żyć z wyrzutami sumienia, że przez jakąś ‘głupotę’ stracił przyjaciela.

„Ale jaką przyjemną głupotę.”

Po raz kolejny mówił sam do siebie. Spojrzał w kierunku lady z zamiarem sprawdzenia czy kelner, który go obsługiwał, nie dosłyszał przypadkiem jego słów. Całe szczęście stał i rozmawiał z jakimś znajomym, który oparty był łokciami o blat. Yoochun mógłby dać sobie głowę uciąć, że na pewno już go gdzieś spotkał. Przyglądał mu się uważnie. Gdzieś już widział te czerwoną kurtkę i białe dżinsy. No tak! Czy to naprawdę się dzieje? Zaczął pospiesznie skrobać coś na odwrocie paragonu, który dostał cały czas zerkając w stronę Junsu.

~O_O~

„To był straszny dzień. Zrób jedną , podwójną latte.”

Junsu uściskał brata i usiadł przy ladzie opierając głowę na dłoniach. Świeże powietrze jedna trochę podziałało. Czuł się lepiej, ale to nie znaczy, że dobrze. Wszystko się pokomplikowało, a miał już prowadzić spokojne życie samotnika.

„Stało się cos?”

„Wpadnij do mnie po pracy to wszystko Ci opowiem. Teraz raczej nie mam na to ochoty. Muszę jeszcze poszukać Changmina.”

Nie miał zamiaru przepraszać swojego byłego chłopaka, ale postanowił przynajmniej mu wszystko wyjaśnić. Nie chciał być obarczany tą sprawą. W końcu on nic złego nie zrobił. W ogóle nic złego się nie stało.

„Jednak nie rób mi tej kawy. Napiję się w domu. Muszę już iść.”

Przytulił mężczyznę pochylając się nad ladą i wyszedł nie zwracając zupełnie na nikogo uwagi.

~O_O~

Yoochun przyuważył, że jego kelner idzie właśnie w tym kierunku. Złożył szybko mały, kawałek papieru i już wyciągał rękę do zbliżającego się mężczyzny. Wyjął jakieś drobne z portfela i położył je na talerzyku. Miał nadzieję, że ominą go jakiekolwiek wyjaśnienia. Jedyne co zrobił to zebrał swoje rzeczy, zarzucił na ramię torbę i już szedł w kierunku drzwi wyjściowych. Najważniejsze, że ten pierwszy krok miał już za sobą. Teraz jeszcze musi poszukać zdołowanego Changmina. Postanowił jednak najpierw dać sobie odpocząć po tym wyczerpującym dniu. Złapał taksówkę i będąc w coraz lepszym humorze pojechał do swojego ulubionego hotelu.

~O_O~

Mężczyzna gapił się na kartkę nie wiedząc za bardzo co ma z nią zrobić. Na przedzie widniał napis ‘Do Junsu’. Kto ma taki idealny charakter pisma? Zastanawiał się rozwijając powoli papierek. I skąd on wiedział, że on w ogóle go zna? Szybko doszedł jednak do wniosku, że musiał ich widzieć razem przed chwilą. Przeczytał kilka razy tekst zapisany na paragonie. Czy to jest w ogóle możliwe? Przecież on sam znał wszystkich znajomych brata. Wszystkich jego przyjaciół, chłopaków czy kochanków. A jego widział pierwszy raz na oczy. Domyślał się już, że o czymś nie wie. Jeszcze raz powoli omiótł kartkę piwnymi oczami.

Nigdy w życiu nie przeżyłem tak koszmarnego dnia jak ten dzisiejszy. Jesteś najbardziej wrednym, nieuprzejmym, samolubnym, bezczelnym, zuchwałym, egoistycznym, chamskim, obłudnym, opryskliwym, szorstkim i bezuczuciowym arogantem jakiego do tej pory udało mi się poznać.
Liczę więc na ponowne spotkanie.
Yoochun’

Przecież Junsu jest z Changminem. Kiedy on w ogóle miał czas, żeby spotkać się z kimkolwiek innym? Jedyne przecież co robił to wracał ze szkoły, brał prysznic i jeszcze nie zdążył się wytrzeć, a już słyszał głośny dzwonek do drzwi, przed którymi czekał jego chłopak. Nawet w szkole przebywali razem. Junhor zastanawiał się intensywnie nad tym co mogło łączyć Junsu z tym nieznajomym. Postanowił jednak poczekać jeszcze godzinę aż skończy swoją zmianę, wtedy wszystkiego najprawdopodobniej się dowie. Schował świstek do tylniej kieszeni swoich dżinsów i zabrał się z powrotem za swoje obowiązki.


środa, 2 lutego 2011

I can Soar - part 4

Wysoki, brązowooki chłopak kręcił się niespokojnie niedaleko przystanka autobusowego. Jak to możliwe, że w ogóle się tu znalazł? Miał dziwne przeczucie, że nie jest to jednak odpowiednia pora na wyjazd. Wsiadł to podjeżdżającego autobusu i skasował bilet jednorazowy. To nie mogło się tak skończyć. W końcu za dużo serca włożył w ten związek. Podciągnął spadającą mu z barku koszule w różową kratkę i wyciągnął ze swojej torby podróżnej jakieś kolorowe czasopismo. Rozsiadł się wygodnie w miękkim siedzeniu i pogrążył się w lekturze.

~O_O~

Junsu krzątał się po małej, jasnej kuchni. Co chwilę zerkał przez ramię na nieznajomego, który siedział w jego salonie. Po co on w ogóle zapraszał go do środka? Trzeba było upomnieć się grzecznie o odtwarzacz i równie uprzejmie kazać mu spadać. Woda w czajniku zaczęła bulgotać. Chłopak zalał dwie latte i wrócił do gościa. Postawił przed nim gorący kubek i usiadł naprzeciwko nie przestając go obserwować. Mierzył go od czubka głowy po kostki. Nie wyglądał jakby był jakimś kryminalistą czy złodziejem. Musiał przyznać, że ubierał się dość elegancko i stylowo. Sam posiadał w swojej szafie naprawdę masę ubrań, ale były one zazwyczaj kupowane w biegu i nieprzemyślane. Działo się tak niestety z powodu braku wolnego czasu i ochoty na odwiedzanie jakichkolwiek sklepów.

„Mówił pan, że jest tutaj w sprawie Changmina?”

Mężczyzna wstał podszedł do Junsu i wyciągnął dłoń w geście przywitania.

„Jestem Yoochun. Chyba możemy przejść na ‘Ty’?”

Spytał nieśmiało. Uśmiechnął się delikatnie co przekonało chłopaka o jego dobrych zamiarach. Usiadł z powrotem na wygodnym fotelu i zaczął rozglądać się dookoła. Nie widział jeszcze wnętrza urządzonego z takim smakiem. Do tej pory tak komfortowo czuł się w jakichś pięciogwiazdkowych hotelach. Wypił łyk kawy, która bardzo szybko rozgrzała go od środka. Po całej tej bieganinie za Changminem nie miał już na nic ochoty. Teraz dopiero poczuł jaki jest niesamowicie zmęczony. Myślał jakie to miał szczęście spotykając tego nierozgarniętego nauczyciela fizyki. Gdyby nie on to pewnie już jutro wsiadałby w samolot do Japonii.

„Szukam przyjaciela. W szkole mi powiedzieli, że udzielasz mu korepetycji. Wiesz może gdzie teraz jest?”

Junsu spojrzał na gościa z zakłopotaniem. Co miał mu odpowiedzieć? Że chłopak załamał się psychicznie po tym jak on go zostawił? Znowu zaczęły go męczyć wyrzuty sumienia. Nie potrafił kłamać. To była chyba jego największa wada. Zaczął nerwowo przewracać oczami starając się coś wymyślić. A może się przyznać? W końcu to nic złego. Nie popełnił żadnej zbrodni. Omiótł jeszcze raz wzrokiem Yoochuna, żeby określić czy w razie pojawienia się mało przyjemnej sytuacji, dałby radę w najgorszym przypadku uciec. Mężczyzna przyuważył niespokojne zachowanie u swojego towarzysza. Chyba domyślił się, że tamten ma ochotę grać nie fair.

„Changmin wyjechał do Japonii na kilka dni. Nie wiem nic więcej. Nic mi nie powiedział.”

„Do Japonii? Ostatni lot był dzisiaj po południu!”

Chłopak zaczął dość szybko kojarzyć fakty. Musieli się po prostu minąć na lotnisku. To raczej nie był jego najlepszy dzień. Wychodziło na to, że i tak musi wrócić do domu. Dopił do końca kawę, która nadzwyczaj mu smakowała. Na co dzień pijał tylko mocną i czarną. Nie przypuszczał, że inna mogłaby mu przypaść do gustu. W tym momencie zrozumiał jednak, że się mylił. A może tu nie chodzi o to jaką kawę pił tylko z kim? Taka myśl przebiegła mu przez głowę. Nie raz chodził do drogich kawiarni podających najlepszą kawę w mieście, ale on i tak wolał usiąść z swoim salonie zapraszając znajomych. Wtedy kawa smakowała mu zupełnie inaczej.

„Na pewno to wszystko co wiesz? No na temat Changmina?”

Junsu spojrzał się na niego pytającym wzrokiem. Zupełnie zapomniał po co chłopak tutaj przyszedł. Całkiem pochłonęło go rozmyślanie nad tą pechową MP4. Nie wiedział od czego powinien zacząć. Przecież nie powie mu, że to właśnie on był taki nie uprzejmy na lotnisku potrącając go i nie racząc nawet się odwrócić. Potrzebował trochę czasu, żeby coś wymyślić. Przeprosił uprzejmie gościa i zwinął ze stołu puste kubki.

„Zrobię jeszcze jedną”

Trzymając w ręku dwa obijające się o siebie naczynia wyszedł z salonu. Jak ma zacząć? Raczej nie znajdzie z Yoochunem wspólnych tematów. Znają się zaledwie 20 minut, nie licząc oczywiście spotkania na terminalu. Zagrzał ponownie wodę, ale tym razem zaparzył kojącą melisę. Uwielbiał jej zapach. Zawsze czytał na etykietach, że działa uspokajająco i łagodzi stres, ale nigdy w to nie wierzył. To tak jakby dać się nabrać na magiczne właściwości tabletek odchudzających. Zmienił jednak zdanie kiedy pierwszy raz jej spróbował. W tym momencie miał nadzieję, że nieznajomy nie okaże się odporny na działanie ziół. Postawił ponownie kubek przed gościem i zachęcił do spróbowania. Yoochun postanowił jednak poczekać chwilę, aż herbata wystygnie. Miał przykre doświadczenia, jeśli chodzi o gorące napoje.

„Pan Kim powiedział mi, że będziesz trochę więcej wiedział na temat Chagmina. Mówił, że udzielasz mu korepetycji z biologii. Był też niesamowicie zachwycony twoimi metodami. Odleciał przy tym całkowicie. A swoją drogą, co się takiego stało, że ten gówniarz podciągnął się, aż o dwa stopnie w górę?”

Yoochun spojrzał na nowo poznanego znajomego i obserwował jego reakcję. Nie musiał długo czekać. Junsu już po kilku sekundach zrobił się purpurowy. Dwa wielkie rumieńce wskoczyły na jego policzki. Odwrócił szybko wzrok i starał się zapanować nad niepoprawnym zachowanie swoich hormonów. Zaczął zastanawiać się nad tym co będzie, gdy jego niby związek z uczniem się wyda. Wpadłby w poważne kłopoty. Sam dobrze wiedział, że to nie jest do końca tak jak mówił Jajeoong. Może i oceny Changmina wskazywały na poprawę, ale on doskonale wiedział, że stawiał mu te stopnie dla świętego spokoju. Nie musiał wtedy siedzieć i godzinami tłumaczyć mu jakiś dziwnych procesów czy innych śmieszny faz, o których młodszy nie miał pojęcia. Już po pierwszej lekcji dodatkowej zrozumiał, że nie ma to najmniejszego sensu. Changmin pojmie biologię wtedy, kiedy on zacznie kochać te wszystkie rozwrzeszczane szczeniaki biegające po korytarzach. Tak przynajmniej miał spokój. Wracając do domu mógł się rozłożyć na wygodnej sofie w salonie i nie robić nic poza oglądaniem telewizji.

„To nic specjalnego. Po prostu się stara.”

„Changmin się stara? Teraz to ja też jestem ciekaw tych metod. Może i mnie się przydadzą”

Yoochun uśmiechnął się szeroko udając, że nie widział tych potężnych rumieńców. Swoją drogą co mogłoby go, aż tak bardzo zawstydzić? Odpędził od siebie dziwne myśli i zaczął popijać lekko ostudzoną herbatę. Smakowała mu, ale raczej nie czuł żadnych specjalnych właściwości. Herbata to herbata. Słodka czy gorzka. Melisa czy mięta. Dla niego to bez różnicy. Pijąc herbatę chciał się jedynie rozgrzać. To był główny jej cel. Wziął jeszcze jeden głęboki łyk, kiedy poczuł, że kubek wyślizguje mu się z dłoni. Całą zawartość wylądowała na jego świeżych i czystych ciuchach. Zdenerwowany, nie pytając nawet, w którą stronę powinien się udać, wyskoczył z salonu z poszukiwaniu łazienki. Junsu pobiegł do kuchni po kilka papierowych ręczników. Powycierał rozlany napój z jego delikatnych paneli i zabrał się za czyszczenie tapicerki fotela.

„Och przepraszam. Naprawdę nie chciałem. Pomogę ci przy tym.”

Wyrwał mu z ręki ścierkę i sam zaczął ścierać melisę. Pewnie zostaną plamy. Zawsze zostają. Pomyślał Yoochun. Junsu tym czasem otworzył swoją szafę w poszukiwaniu jakiś zastępczych ciuchów dla swojego gościa. Nie mógł mu przecież pozwolić wyjść tak na zewnątrz. Wyjął jakiś błękitny podkoszulek i czarną dresową bluzę. Zastanawiał się tylko nad spodniami. Pewnie nie nosili tych samych rozmiarów. Stwierdził jednak, że te od kompletu dresowego, w którym zwykł biegać, będą akurat. Podał zestaw koledze, który tylko spojrzał się dziwnie i nie wiedział co ma powiedzieć.

„Chyba nie wyjdziesz tak na ulicę. Weź na razie to. Jeśli jesteś znajomym Changmina to mogę być chyba pewny, że żaden z Ciebie oszust?”

Spojrzał badawczo na kolegę. Czy nie zabrzmiało to trochę oskarżycielsko? A gdyby nie był znajomym Changmina to co? Postawiłby go w jednym rzędzie ze złodziejami MP4? Podszedł szybko do Yoochuna i pomógł mu ściągać zamoczone ubrania. Zdziwiony mężczyzna, aż odskoczył. Co to za nachalne zachowanie? Najpierw kawa, później herbata, a teraz jeszcze chce go rozbierać? Sytuacja wydawało mu się niemniej dwuznaczna, ale pomimo tego można było zaobserwować delikatny uśmiech na jego twarzy. Powoli ściągał z siebie koszulkę zerkając na Junsu, który, tak jak przypuszczał, oblał się potężnym rumieńcem. Stał tak jeszcze przez chwilę pozbawiony całkowicie t-shirtu.

„Nie sądzisz, że te spodnie będą trochę za małe?”

Junsu skierował wzrok na Yoochuna, który w tym momencie zdejmował spodenki.

„To są jedyne, które mogą ci pasować.”

Jęknął i odwrócił się z powrotem. Zmiana ciuchów powinna trwać góra dwie minuty. Junsu zastanawiał się jaki normalny człowiek przeciąga coś takiego w nieskończoność. Kątem oka zaobserwował swój odtwarzacz. A gdyby tak po prostu go wziąć? Chyba by nie zauważył, że zginęła mu rzecz, która i tak do niego nie należy? Przysuwał się powoli w kierunku fotela będąc cały czas odwróconym plecami do gości. Jak on może tak bezwstydnie tutaj paradować w samych bokserkach?! Junsu oniemiał. On sam starał się tego nie robić. A gdyby tak ktoś teraz wszedł? To było nie do pomyślenia. Przypomniał sobie zachowanie Changmina. Spojrzał jeszcze raz na gościa i stwierdził, że oboje są po prostu bezwstydni. Yoochun postanowił najwyraźniej zlitować się nad Junsu, bo pospiesznie założył spodnie. Nie leżały tak jakby chciał, ale też nie było w nich jakiejś specjalnej tragedii. Pomijając fakt, że mogłyby być o około 10 centymetrów dłuższe. No nic. Trzeba było jakoś to przecierpieć. Podwinął nogawki do kolan. Teraz nie wyglądał chociaż, jakby pożyczył ciuchy od młodszego brata, ale jakby zaczynał nową pracę w jakimś urzędzie komunalnym.

„Nie ważne”

Yoochun zaśmiał się na swój widok. Pierwszy i ostatni raz. Przynajmniej mi się dzisiaj nie nudziło. Złapał swoją, mokrą koszulkę i wytarł nią brzuch. Podszedł z powrotem do fotela i zupełnie nie spodziewanie usłyszał zza rogu jakieś głosy. Wychylił się delikatnie i przyuważył, że drzwi były otwarte. Ktoś kogo nie mógł tym momencie zobaczyć ewidentnie naprzykrzał się Junsu. Podsłuchał jeszcze kawałek rozmowy.

„To jest powód dlaczego nie wyjechałeś?”

„Chciałem… naprawdę, ale nie mogłem. Oszukałbym sam siebie. Zależy mi na tobie. Czy możemy to jakoś jeszcze naprawić?”

Zapłakany chłopak rzucił się stronę Junsu. Za nim jednak zdążył go chociaż dotknąć tamten już zblokował do siebie całkowity dostęp. Patrzył tylko jak Changmin osuwa się na kolana i siedzi bezradnie na zimnej klatce schodowej. Łzy płynęły mu niekontrolowane. Jeśli teraz zgodziłby się na cokolwiek to na pewno znowu dałby mu złudną nadzieję na szczęśliwe życie. Ale on tego nie chciał. Teraz wreszcie było mu dobrze i chciał, żeby już tak pozostało, nawet jeśli miałby być już sam do końca swojego życia.

„ No!!! Proszę!!!”

Changmin zaczął wydzierać się histerycznie i walić pięściami w kolana Junsu. Sam się zastanawiał jak to możliwe, że upadł, aż tak nisko?

„Zapomnij. Weź się w garść i idź do domu!”

Junsu nie starał się już być delikatny. Złapał kolegę pod ramiona i postawiło do pionu. Wydawać by się mogło, że Changmin zaraz opadnie z sił i z powrotem wyląduje na posadzce. Całe szczęście jakoś udało mu się utrzymać równowagę. Oczy błądziły mu bez celu po całym korytarzu omiatając każdy jego zakamarek. Zauważył nawet jaki ma kolor. Dlaczego wcześniej tego nie widział? Pewnie dlatego, że był strasznym ignorantem. Jak zwykle zresztą.

„Idź już.”

Powtórzył po raz kolejny Junsu wyłapując obłęd w oczach przyjaciela. Zapomniał zupełnie, że w jego domu znajdował się ktoś kto może go stąd zabrać. Yoochun nadal przysłuchiwał się rozmowie. Skądś znał ten głos. Ale jak sam zdążył się już zorientować za tymi drzwiami mógł stać w tym momencie każdy obywatel Korei. Po chwili niemego podsłuchu wyszedł zza rogu i nadal pozbawiony koszulki szedł powoli w kierunku drzwi. Złapał delikatnie Junsu za brzuch, przytulając Siudo jego pleców. Zamknął na chwilę oczy. Chciał tylko, żeby ten natręt się wreszcie odczepił. Nie wiedzieć jednak czemu oddał się zupełnie tej chwili. Czuł w nosie cudowny zapach perfum znajomego. Był on bardzo delikatny. Chyba jakiś kwiatowy, ale ciężko mu było to określić. Już po chwili odwróciło w swoim kierunku i nie otwierając oczu znalazł jego usta. Czuł, że ogarnął go strach. Cały się trząsł. Pocałował go lekko i odsunął od siebie. Spojrzał w kierunku futryny, ale zastygł w przerażeniu. To chyba byłą ostatnia osoba, którą chciał ujrzeć będąc w takiej sytuacji.

„CHANGMIN?!”

Owszem szukał go! Ale co on robił tutaj?! Teraz?! Miał być przecież w Japonii. Przyłapał się na tym, że cały czas ściskał Junsu. Nie mógł go puścić. Całkowicie sparaliżowały go nerwy. Zauważył zresztą, że tamten też stoi oniemiały nie mając nic do powiedzenia. Tylko Changmin starał się ogarnąć wzrokiem to co znajdowało się przed nim. Jego najlepszy przyjaciel? I Junsu? To chyba mu się śni. Uszczypnął się kilka razy w nadgarstek, ale cały czas znajdował się na tej ponurej klatce schodowej. Odwrócił się na pięcie i postanowił jak najszybciej stamtąd uciec .

„Changmin! To nie tak jak myślisz. Nie wiedziałem, że to ty… Wszystko ci wyjaśnię. Obiecuję…”

„Zapomnij!”

Chłopak wsiadł do windy i , za nim Yoochun zdążył jeszcze cokolwiek powiedzieć , drzwi się zamknęły.

„M o ż e s z… o d d a ć… m i… m o j ą… M P 4… i… j u ż… s o b i e… p ó j ś ć…?”

Junsu bezmyślnie wypowiedział te słowa. Cały czas był w szoku spowodowanym przez ten niespodziewany pocałunek. Kto od tak sobie spoufala się z zupełnie obcą osobą? Znają się od nie całej godziny!

„Twoją MP4? To na Ciebie wpadłem na lotnisku?”

Yoochun nie potrafił ogarnąć tyle zbiegów okoliczności na raz. Złapał się za głowę i szarpnął się za włosy. Jak to w ogóle jest możliwe?

„Chcę cię uprzejmie poprosić, żebyś się stąd WYNIÓSŁ!”

Junsu wydarł się tak, że pewnie wszyscy sąsiedzi zastanawiali się w tym momencie o co może chodzić. Pozbierał szybko mokre rzeczy Yoochuna, przywłaszczył sobie swój własny odtwarzacz, i wyprosił go za drzwi zamykając je z głośnym hukiem.




czwartek, 27 stycznia 2011

I can Soar - part 3

Park Yoochun siedział w małej, seulowskiej taksówce ściskając w dłoniach odtwarzacz mp4. Zazwyczaj nie podróżował w ten sposób. Raczej korzystał z życia trwoniąc pieniądze na loty klasą biznesową czy wynajęte limuzyny, które odwoziły go prosto pod wyznaczony hotel. Tym razem jednak chciał spróbować czegoś innego. Musiał przyznać, że było mu całkiem wygodnie. Nie narzekał nawet na zapach. Wszyscy znajomi opowiadali mu jak to kiedyś podróżowali śmierdzącymi i brudnymi taksówkami, których właściciele chyba nie do końca wiedzieli do czego służy prysznic. Jego kierowca był raczej osobą zadbaną i lubiącą porządek, a zapach był dość przyjemny. Yoochun wciągnął do nosa delikatny fiołkowy aromat i z powrotem zabrał się za myślenie co dalej z tą pechową zgubą. Nie miał nawet żadnego punktu zaczepienia. Nie bywał ostatnio zbyt często w Korei. Cały swój czas poświęciła na naukę i pracę w Japonii, gdzie rodzice wysłali go jako dziecko. Wysoko postawiony tatuś postanowił zbudować idealną przyszłość swoim synom, ale Yoochunowi niezbyt to pasowało. Nie chciał być kojarzony z bogatym ojcem. Wolał korzystać z życia. Poznawać nowych ludzi. Raczej nie obnosił się ze swoją pozycją. Chociaż uwielbiał pieniądze swoich rodziców to wydawał je po cichu.  Jego ojciec był najbardziej znaną marką produkującą instrumenty muzyczne. Rynek azjatycki nie dopuszczał innych producentów jak tylko przedsiębiorstwo KPR.

„Proszę się zatrzymać przy dworcu. Dalej pojadę metrem.”

Taksówkarz spojrzał się na niego dziwnie. Sam do końca nie wiedział dlaczego taki wystrojony panicz ma zamiar przesiąść się do metra.

„Dziękuję”

Powiedział z uśmiechem chłopak wysiadając z pojazdu. Podał kierowcy nowiutki banknot o nominale10, 000 KRW i skierował się w stronę długich, ruchomych schodów, które prowadziły do podziemi Seulu. Myślał nad pierwszym punktem zaczepienia w sprawie mp4. Wyciągnął z kieszeni słuchawki i pogrążył się w muzyce. Różnorodne style kompletnie wyprowadziły go z równowagi. Zaczął już nawet wątpić, że odtwarzacz należy do mężczyzny. Próbował przypomnieć sobie chwilę zderzenia.

„To na pewno był mężczyzna. Kobieta raczej nie przeszłaby obok mnie, aż tak obojętnie”

Stwierdził, że zajmie się tym później. Skupił się głównie, żeby trafić do celu. Wiedział tylko, że musiał wysiąść przy budynku teatru miejskiego. Minąć po drodze bank, piekarnię i skręcić w lewo za stylową, francuską restauracją. Był bardzo podniecony faktem, że zobaczy przyjaciela, którego nie widział od ponad dwóch lat. Wszedł w wąską uliczkę i ujrzawszy mały, szary budynek ucieszył się jak małe dziecko. Zadzwonił kilka razy do drzwi, ale nikt mu nie otworzył. Zaczął powoli zastanawiać się czy czasem nie pomylił budynków. To nie możliwe, żeby nie było go w domu. Wyjął z torby mały świstek papieru, na którym miał odręcznie zapisany adres.

„Trzeba było zadzwonić i uprzedzić, że mam zamiar wpaść. Ale ze mnie idiota.”

Podrapał się kilka razy po głowie. Stojąc tak na ganku pełnym doniczek z kwiatami myślał, że może na coś wpadnie. Rozglądał się dookoła, ale nie widział nikogo kto mógłby mu pomóc. Chwycił za telefon i wybrał drugie na liście kontaktów nazwisko. Jedyne co usłyszał to automatyczna sekretarka prosząca go o pozostawienie wiadomości. Spróbował jeszcze raz, ale i tym razem na próżno. Zrezygnowany przysiadł na drewnianym taborecie znajdującym się w małym ogródku przed domem. Co powinien teraz zrobić? Myślał nad tym gdzie mógłby się tymczasowo zatrzymać. Nie miał zbyt wielu znajomych tu w Korei. Drążąc głębiej to w ogóle nie miał tutaj znajomych, nie licząc kilku konsulów. Jedyne wyjście jakie przychodziło mu na myśl to hotel. Przenocuje tam noc lub dwie i wróci do Japonii. Nie mógł uwierzyć, że postąpił tak lekkomyślnie i nie zadzwonił wcześniej prosząc o spotkanie. Może dlatego, że chciał mu zrobić niespodziankę? Wstał i zaczął iść z powrotem w kierunku francuskiej restauracji. Zwiesił głowę i po raz kolejny dzisiejszego dnia jego prywatność została brutalnie pogwałcona. Ktoś nie patrząc przed siebie wpadł twarzą prosto na jego klatkę piersiową. Okazało się, że to jakieś szczeniaki wracające ze szkoły i robiące zamieszanie na chodnikach. Wtedy w głowie Yoochuna zaczęło się trochę przejaśniać. Dlaczego nie wpadła to wcześniej. Jest przecież środek tygodnia.   Pewnie spotka przyjaciela w szkole. Puścił się pędem za autobusem, który już miał odjeżdżać z pobliskiego przystanka. Zasapany kupił bilet i zajął jedno z wolnych miejsc. Czekała go około godzinna podróż. Na powrót wyciągnął mp4 jak gdyby była to jedyna rzecz zapewniająca mu w tym momencie rozrywkę. Wsłuchał się jeszcze raz w nagrane na niej melodie. Od klasyków po współczesny pop. Zazdrościł tej osobie, która miała tak dobry gust pod względem muzyki. Mu wystarczało jedynie to co puszczą od czasu do czasu w radiu, jeśli w ogóle chciało mu się owe włączyć. Raczej wolał spędzać czas na świeżym powietrzu, a nie zatracając się w rytmie muzyki. Oparł głowę o lekko zakurzoną szybę i zamknął oczy oddając się chwili przyjemności, której jeszcze nigdy nie zaznał.


~O_O~

„Cholera!”

Junsu nerwowo przeszukiwał kieszenie swoich dżinsów. Wiedział, że tu był. Jego odtwarzacz mp4. Nie mógł go zgubić. Panicznie zaczął przetrząsać pozostałe miejsca, w których owe urządzenie mogłoby ewentualnie się zapodziać, ale na próżno. Nigdzie nie mógł go znaleźć. Przeklął  kilka razy pod nosem uświadamiając sobie smutny fakt, że raczej już go nie znajdzie. Sięgnął pod wycieraczkę wyjmując zostawione tam przez Changmina klucze. Wiedział, że je tam zostawił. Zawsze tak robił, gdy miał zamiar jeszcze wrócić.

„Nie tym razem”

Szeptał do siebie Junsu wchodząc do mieszkania. Poczuł niesamowitą ulgę. Nikt nie rzucał mu się na plecy, nie przytulał z zaskoczenia. Nie musiał przebierać się w łazience i chować wszystkich prywatnych dokumentów. Miał teraz idealny spokój na sprawdzenie kartkówek czy przygotowanie się na zajęcia.

„Może wreszcie polubię tę pracę. W końcu i tak muszę tam chodzić”

Złapał głęboki oddech i zakrztusił się własną śliną. Leżał w tym momencie na miękkim wełnianym dywanie w beżowym kolorze i wił się ze śmiechu. Pierwsze pytanie jakie mu się nasuwało to czy w ogóle kiedykolwiek zaakceptuje tę pracę, a nie czy ją polubi? Wstał z podłogi i rozpakował powoli swoje rzeczy czując, że nie musi się spieszyć. W końcu nikt na niego nie czekał. Całe zmartwienie, które ogarnęło go na lotnisku uciekło. Nie przejmował się tym, że jest sam. W tym momencie bardziej się z tego cieszył.  Nikt go nie ograniczał, a to poważny aspekt w tym niby nieszczęściu. Rozebrał koszulkę i rzucił ją w kąt. Changmin już by pewnie ją składał, ale Junsu usiadł tylko na łóżku i spoglądał na nią w milczeniu. Tak to było właśnie coś, o czym marzył. Cisza i spokój. Zdjął bez skrępowania pozostałe części garderoby. Nagle poczuł się, że ma swoje życie. Pozbierał pospiesznie porozrzucane ciuchy i wszedł do łazienki, tym razem zostawiając otwarte drzwi.


~O_O~

„Jak to go nie ma?”

Zaskoczony Yoochun stał przed pokojem nauczycielskim w szkole średniej w Seulu. Postanowił poszukać przyjaciela właśnie tutaj, ale i w tym miejscu go nie było. Jakaś dziwnie wyglądając nauczycielka, która przykleiła się do niego jak rzep, wytłumaczyła, że nie było go dzisiaj cały dzień. Podziękował uprzejmie i wyrwał się spod jej uścisku. Stwierdził, że zapyta kogoś bardziej obeznanego. Zaczepił na korytarzu pierwszego lepszego ucznia zadając mu zestaw pytań, a wszystko tylko po, żeby dowiedzieć się, że owy chłopak żadnego Changmina nie zna.

„Przepraszam! To pan szuka Changmina z trzeciej klasy?”

Czarnowłosy, przystojny mężczyzna podszedł bliżej Yoochuna tak, że teraz już nie musiał krzyczeć.

„Nie było go dzisiaj w szkole, a jego wychowawca nie ma z nim kontaktu. Jeśli ma pan jakąś pilną sprawę to może nowy nauczyciel Kim będzie coś więcej wiedział na ten temat. Changmin brał od niego korepetycje z biologii. I nie uwierzy pan, ale podciągnął się o całe dwa stopnie w górę. Nie wiem jakich metod użył pan Kim, ale jak widać są one bardzo skuteczne. Wspomnę w tajemnicy, że pytałem go o to kilka razy, ale zawsze odwracał głowę w drugą stronę i udawał, że nie słyszy, a Changmin jak znajdował się niedaleko tylko chichotał pod nosem. Ahhh… Wspaniały nauczyciel. Ma podejście do nastolatków”

Mężczyzna skończył swój jakże interesujący wywód i wyjrzał przez okno zatracając się zupełnie w swoich myślach. Jak na nauczyciela wyglądał bardzo młodo, ale Yoochun zdążył się już zorientować, że cała kadra była chyba jeszcze przed trzydziestką. Niektórzy wyglądali tak jakby sami potrzebowali jeszcze opieki i pomocy szkolnych pedagogów.


„Przepraszam gdzie mogę znaleźć tego nauczyciela? Pana Kima?”

Yoochun starał się wyrwać czarnowłosego nieznajomego z bliżej mu nieznanego letargu, w który popadł rozmyślając o jakiś skutecznych technikach wychowawczych. Stał teraz oparty łokciami o parapet, a dłonie przytrzymywały mu podbródek. Nie sprawiał wrażenia osoby z ogromnym autorytetem wśród młodzieży, ale jego wewnętrzny spokój dało się odczuć na całym korytarzu. Ubierał się bardzo elegancko. Miał na sobie szary, ekskluzywny garnitur i eleganckie śliwkowe buty, które współgrały z kolorem krawata. Włosy opadały mu na czoło. Co jakiś czas podnosił się i odgarniał je dłonią, żeby nie wylądowały w oku. W jednym jak i drugim uchu miał włożone małe, delikatne, srebrne kolczyki, które idealnie podkreślały jego śniadą cerę.

„Przepraszam?”

Yoochun podszedł i szturchnął delikatnie mężczyzną, na co tamten powoli odwrócił się i obdarzył go błogim uśmiechem.

„Dowiem się gdzie mogę znaleźć tego nauczyciela? Pana Kima?”

„A tak. Miło mi. Jestem Kim.”

Yoochun spojrzał na niego jak na wariata. Zaczął się zastanawiać czy nie trafił czasem do jakiegoś szpitala psychiatrycznego czy innego zakładu dla obłąkanych. Zbity z tropu nie wiedział co ma powiedzieć. Jąkał się co słowo starając się wykrztusić jakieś porządne zdanie. Mężczyzna stał tylko i go obserwował. Wyglądał jakby czerpał przyjemność z tej sytuacji. Uśmiech nie schodził z jego twarzy.

„Chodzi mi o nauczyciela biologii, który udziela korepetycji Changminowi. Czy dowiem się gdzie mogę go znaleźć?”

„A tak. Pana Kima? Trzeba było tak od razu. On to ma podejście do nastolatków. Mówiłem już panu jak to Changmin podciągnął się o całe dwa stopnie wyżej? Cały czas staram się wymusić na nim, żeby powiedział w czym tkwi ten jego sekret, ale on jest taki nieustępliwy”

Yoochun ponownie zaniemówił. Może faktycznie to jakiś zakład psychiatryczny? Nie mógł uwierzyć, że tak elegancko ubrany mężczyzn może zachowywać się jak kompletny idiota. Obserwował go jeszcze przez chwilę planując następny atak.

„Miło mi. Jestem Park Yoochun. Jestem przyjacielem Shim Changmina. Martwię się o niego, ponieważ dzisiaj nie przyszedł do szkoły. Czy mógłby mi pan pomóc? Wygląda pan na wykwalifikowanego i godnego zaufania.”

Dobra strategia i kilka komplementów zawsze ułatwiają sprawę. Nikt nie wiedział tego lepiej, niż Yoochun. Mężczyzna odwrócił się twarzą do swojego rozmówcy i ponownie uśmiechnął się tajemniczo.

„Mnie też jest miło. Kim Jaejoong. Uczę fizyki, a raczej zastępuję nauczycielkę, która poszła na urlop macierzyński. Już panu mówiłem, że pan Kim Junsu udziela mu korepetycji i  to do niego proszę się zgłosić. Zapiszę panu adres. Chwilka…”

Czarnowłosy zniknął za drzwiami pokoju nauczycielskiego, żeby po chwili wrócić z pogiętą kartką papieru, na której niechlujnie zapisana była nazwa ulicy i numer domu . Yoochun domyślił się, że tam ma właśnie się udać. Nie wiedząc  do końca czy takie zachowanie jest akceptowane w szkole porwał szybko kartkę i skierował się ku wyjściu.

„Dał zupełnie obcemu człowiekowi cudzy adres”
 
Nie mógł uwierzyć w to co właśnie przeżył. Jest dość cierpliwą osobą, ale każdy ma swoje granice wytrzymałości psychicznej. Jego prawie zostały przerwane przez tego czubka w stroju biznesmena. Przeczytał kilka razy adres i schował kartkę do kieszeni spodni. Na dworze zrobiło się chłodno. Lekki wiatr podwiewał mu koszulkę. Yoochun zaczął trząść się z zimna. Nie wziął pod uwagę tego, że będzie musiał bawić się w detektywa. Wyjął z torby sportową bluzę w kolorze granatu i pospiesznie nałożył ją na siebie. Z notatki wynikało, że musiał się cofnąć tym samym autobusem, którym tu trafił. Mamrocząc pod nosem coś w stylu ‘niech ten dzień się już skończy’ wsiadł do autobusu i ponownie wyjął znalezioną mp4.


~O_O~

Junsu usłyszawszy pukanie szybko owinął biały ręcznik na swoich biodrach i wyskoczył z łazienki. Nie posiadał judasza, więc jedyne c o mógł w tej sytuacji zrobić to delikatnie uchylić drzwi. Na korytarzu stał modnie ubrany mężczyzna w granatowej bluzie i krótkich spodenkach. Już by pewnie dawno zamknął drzwi, gdyby nie fakt, że mały szczegół przykuł jego uwagę. Nieznajomy dobijający się do jego mieszkania ściskał w ręku jego odtwarzacz.

środa, 26 stycznia 2011

I can Soar - part 2

Changmin szedł szybko wąskimi brukowanymi uliczkami Seulu. Z każdym krokiem nabierał ochoty na porządnie przyrządzonego drinka, albo nawet kilka. Dla jego skołatanych nerwów to właśnie było coś czego potrzebował. Czuł się teraz okropnie samotny. W dłoniach cały czas trzymał telefon komórkowy, ale sam nie wiedział do końca dlaczego. Z jeden strony pragnął, żeby zadzwonił tak upragniony dzwonek i, żeby na wyświetlaczu pojawił się mały napis ‘Junsu’ z wielkim uśmiechem obok. Z drugiej strony jednak chyba potrzebował towarzystwa kogoś zupełnie innego. Cały czas zastanawiał się do kogo powinien zadzwonić. Odkąd poznał Junsu zapomniał całkowicie o swoich przyjaciołach, którzy co jakiś czas narzucali się nachalnie, a których on tak płynnie zbywał. Teraz miał ochotę to wszystko zmienić. Chciał mieć znowu przyjaciół. Oni zawsze byli przy nim, a teraz nie potrafił wybrać chociaż jednego cholernego numeru, żeby nie poczuć się jeszcze bardziej odrzuconym.  Spojrzał w górę na niebo, które robiło się coraz ciemniejsze z powodu zbierających się deszczowych chmur. Wszystko jest dzisiaj przeciwko niemu. Szedł dalej mijając co jakiś czas kolorowe witryny sklepów. A może zakupy go odprężą ? W jego dłoniach zaczęła nagle wibrować komórka.

„Halo”

Usłyszał swój głos. Nie mógł uwierzyć, że brzmiał, aż tak nienaturalnie.

„Trzymasz się?”.

Z drugiej strony padło pytanie, na które czekał od rana. Zatrzymał się na chwilę jakby chciał przemyśleć to co powinien odpowiedzieć. Nie, nie czuł się dobrze. I on to wiedział najlepiej. Czuł się gorzej, niż źle. W jego głowie krążyły dziwne myśli, które chciał wyłączyć. Ale nie wiedzieć czemu kiedy usłyszał dzwonek od razu zrobiło mu się cieplej i dreszcze przeszły po całym jego ciele.

„Słyszysz mnie?”

Changmin zawiesił głos jeszcze na chwilę zastanawiając się co tak naprawdę ma odpowiedzieć. Nie może przecież udawać, że nic się nie stało. Z drugiej jednak strony, tak bardzo zależało mu na tym, żeby znowu zobaczyć „przyjaciela”, za którym tak okropnie tęsknił. Od ich porannego spotkania minęły zaledwie 2 godziny, a on już czuł, że to dla niego prawie jak cała wieczność.

„Wyjeżdżam do Japonii”


Nie myślał w tamtej chwili za bardzo nad tym co właśnie powiedział. Schylił się nad jakąś wolną ławką, przetarł ją rękawem kurtki i przysiadł chowając twarz w jednej ręce. Może jeśli wyjedzie to wszystko się ułoży? Chciał dać im trochę czasu tak, żeby każdy mógł to przemyśleć i niczego później nie żałować.

„Ach tak. Powiedz mi chociaż, o której masz samolot?”

Dlaczego go to w tej chwili obchodzi? Przecież go zostawił. Teraz Changmin musiał jeszcze przemyśleć po co w ogóle wybiera się za granicę. Nie miał konkretnego powodu, a nie chciał wyjść na niedojrzałego emocjonalnie gówniarza, który ucieka przed problemami.

„Lecę odwiedzić przyjaciela. Samolot mam dzisiaj około  5.”

Nie wiedział czemu czuł niepohamowaną chęć wytłumaczenia się, gdzie? Po co? I do kogo ma zamiar jechać. Wiedział jednak, że w tym momencie najprawdopodobniej Junsu miał na głowie swoje sprawy, takie jak nie sprawdzone klasówki, którymi wiecznie wykręcał się od spotkań.

„Będę czekał na Ciebie przed 5 na lotnisku w Seulu.”

Junsu starał się jak najdelikatniej rozmawiać z Changminem. W końcu nie mógł przewidzieć jak się zachowa, ale wyjazd do Japonii? Dla niego to byłą już lekka przesadą. Ludzie w końcu są ze sobą, a już następnego dnia udają, że się nie znają. Nie widział powodu, dla którego musiałby tak postąpić. Junsu opadł na wygodne krzesło w pokoju nauczycielskim rozmyślając nad całą sytuacją. Może jednak cała nadzieja na poukładanie tego związku jeszcze się nie ulotniła? Nie czuł nic głębszego do Changmina, ale póki co to nic do nikogo nie czuł. Kiedy tylko rano wsiadł do windy, wiedział już, że coś poszło nie tak. Chciał zakończyć to co łączyło go z Changminem, ale teraz znowu jest sam. Potwierdziło się to, iż nie potrafi się związać i zadbać odpowiednio o swojego partnera.

„Z kobietami byłoby mi pewnie łatwiej”

Siedział jeszcze tak kilka minut dopóki nie usłyszał donośnego sygnału dzwonka oznajmiającego koniec długiej przerwy obiadowej. Wstał powoli pakując podręczniki i materiały potrzebne mu na następną lekcje i wyszedł z gabinetu mijając po kolei wszystkich współpracowników. Nawet w pracy się do nikogo nie przywiązał. Z nikim nie spotykał. Zawsze starał się nie myśleć o szkole jako agencji towarzyskiej i nie szukał specjalnie nowych przyjaźni. Był tam, żeby zarobić, a nie po to, żeby stać i plotkować po kątach o kontrowersyjnych strojach nastolatek.  Zresztą raczej nie interesowały go kobiety. Od kiedy pamiętał obracał się w męskim towarzystwie. Nie chciał się nikomu tłumaczyć dlaczego nie ma koleżanek, czy dlaczego jeszcze nie znalazł sobie żony i się wreszcie nie ustatkował. Sam tłumaczył sobie, że miał dopiero 25 lata i nie ma się do czego spieszyć, a szczególnie do małżeństwa, czy innych głupot, które robią ludzie kiedy im się nudzi. Nie potrafił sobie wyobrazić, że codziennie ktoś mówi mu co ma robić, co ubrać, czy ile jeść. Nie wspominając już o dzieciach, które doprowadzały go strasznych ataków bólów głowy. Jusnu szedł wolnym krokiem przez szkolny korytarz mijające zapełniające się powoli sale lekcyjne. Pamiętał jeszcze jak nie dawno sam szedł w tym tłumie nastolatków. Mijał teraz męską toaletę, z której dochodził niezbyt przyjemny zapach. Obszedł ją szybko, nie zwracając większej uwagi na trzech chłopców ukrywających się po kątach i palących papierosy, i wszedł do otwartej klasy. Gdy tylko dostał tę pracę zawsze myślał o niej jak o swoim najgorszym przekleństwie. Jego sposób myślenia nie zmienił się nawet o jeden stopień nadal nie lubił tego co robił.


~O_O~

Changmin stał już od godziny na lotnisku cały czas zerkając nerwowo na zegarek.

„Gdzie on jest. Obiecał, że przyjdzie”

Chodził wzdłuż stanowisk kasowych wlokąc za sobą potężną, czarną walizkę. Chciał wyjechać tylko na tydzień, ale zabrał ze sobą trochę więcej rzeczy tak na wszelki wypadek. Tak bardzo zaangażował się w związek z Junsu, że teraz nie potrafił sobie wyobrazić życia bez niego. Miał tylko 20 lat i doskonale zdawał sobie sprawę, że jeszcze nie jedno go spotka, lecz teraz obchodziła go tylko i wyłącznie ta jedna sprawa. Jeśli się nie pozbiera to po prostu zostanie w Japonii. Nie miał problemu z językiem, więc łatwiej będzie mu się zaklimatyzować, znaleźć odpowiednią uczelnię i pracę.

„Changmin? Po co ci taka wielka walizka?”

Junsu stał w tym momencie naprzeciwko kolegi, i jakby czytając mu w myślach, zastanawiał się czy czasem ten nie chcę wyjechać na zawsze. Chciał go przy sobie zatrzymać, ale tylko wyłącznie jako przyjaciela. Wiedział, że dla niego jest za wcześnie na taką decyzję, dlatego nie miał nic przeciwko temu wyjazdowi. Zdawał sobie sprawę, ze Changmin zawsze sobie poradzi, a z powrotem wróci cały, zdrowy i jako zupełnie inny człowiek. Na pewno przejdzie mu ta cała zabawa w miłość, która zakończyła się tak bardzo brutalnie.

„Zabrałem kilka dodatkowych rzeczy na wszelki wypadek. Po co chciałeś przyjść na lotnisko ?”

Już od czasu kiedy zadzwonił telefon zastanawiał się nad ukrytym celem tego spotkania, ale już po pierwszej minucie zorientował się, że sam sobie go wymyślił i tak naprawdę żadnego ukrytego powodu nie było.

„Chciałem się upewnić, że wsiądziesz do dobrego samolotu”

Uśmiechnął się. Pomimo napiętej sytuacji między nimi czuł, że właśnie tego oczekiwał Changmin. Może i chłopak potrzebował uścisków lub kilku drobnych czułości, które by go zapewniły, że ma po co wracać, ale nie chciał dawać mu złudnych nadziei.

„Mój samolot. Pójdę już”

Spojrzał się z żalem na Junsu, który wydawał się niewzruszony całą sytuacją, ale tak naprawdę  wszystko się w nich trzęsło. Był okropnie zdenerwowany, że wyjeżdża jedyna osoba, która go doceniała, ale nie chciał go ranić. Przysunął go delikatnie do siebie obejmując jednocześnie. Changminowi łzy popłynęły z oczu.   Oparł brodę o bark kolegi i czuł jak rozpływa się w jego uścisku. Junsu wyczuwając do jakiego stanu doprowadził przyjaciela odsunął go powoli od siebie dając do zrozumienia, że to tylko zwykłe pożegnanie. Musnął go jeszcze delikatnie, swoimi zmarzniętymi ustami, po policzku i skierował się do wyjścia. Changmin stał jeszcze chwilę wpatrując się tępo w jeden punkt i gładząc miejsce gdzie dostał swój ostatni pocałunek. Już wiedział, że nie ma po co wracać. Wiedział, że lepszym wyjście będzie odseparowanie się od tego wszystkiego. Tak zdecydował. Stanął w długiej kolejce ludzi czekających na odprawę i jeszcze raz obejrzał się za siebie, żeby zerknąć na oddalającą się sylwetkę kolegi.


~O_O~

Junsu szedł szybkim, chwiejnym krokiem przez terminal. Mijający go pospiesznie ludzie cały czas obijali się o niego rujnując jego wyznaczony tor. Nawet nie zauważył kiedy sam szturchnął kogoś brutalnie. Nie odwracając się rzucił wymuszone „przepraszam” i podążył dalej w swoim kierunku. Tajemniczy poszkodowany schylił się niespodziewanie podnosząc coś z ziemi.

„Przepraszam! Halo! Upuścił pan coś!”

Krzyczał mężczyzna, ale Junsu już zdążył opuścić lotnisko. Wpatrywał się w swoje dłonie, w których trzymał przedmiot należący do jego napastnika.

„Jak ktoś może być taki roztargniony? I nieuprzejmy swoją drogą?”.

Schował odtwarzacz mp4 do kieszeni swoich spodni i zarzucił na ramię szaro-błękitną torbę. Ubrany był dość stylową. Można było zauważyć, że bardzo dużą uwagę przywiązuje do tego co powinien na siebie włożyć nie wspominając już o dodatkach, które od razu rzucały się w oczy. Lśniący łańcuch przyczepiony do czarnych spodni w kratkę idealnie współgrał z breloczkiem doczepiony do zamka ‘torebki’. Mężczyzna wyglądał bardzo młodo i rześko. Był to kolejny przykład człowieka cieszącego się z życia. Włosy opadały mu w nieładzie na kark odsłaniając tylko uszy. Okulary, które przysłaniały mu pół twarzy były w tym samym kolorze co jego T-shirt. Cała góra opinała mu się idealnie na całym ciele. Raczej nie mógł się pochwalić wyrzeźbioną sylwetką, ale to co miał wystarczyło, żeby kobiety nie odrywały wzroku od niego i jego granatowej koszulki. Nieznajomy zatrzymał się na chodniku przywołując taksówkę.

„I jak ja mam mu to teraz oddać? Aishhh…Dlaczego mnie spotykają takie rzeczy ?”