czwartek, 27 stycznia 2011

I can Soar - part 3

Park Yoochun siedział w małej, seulowskiej taksówce ściskając w dłoniach odtwarzacz mp4. Zazwyczaj nie podróżował w ten sposób. Raczej korzystał z życia trwoniąc pieniądze na loty klasą biznesową czy wynajęte limuzyny, które odwoziły go prosto pod wyznaczony hotel. Tym razem jednak chciał spróbować czegoś innego. Musiał przyznać, że było mu całkiem wygodnie. Nie narzekał nawet na zapach. Wszyscy znajomi opowiadali mu jak to kiedyś podróżowali śmierdzącymi i brudnymi taksówkami, których właściciele chyba nie do końca wiedzieli do czego służy prysznic. Jego kierowca był raczej osobą zadbaną i lubiącą porządek, a zapach był dość przyjemny. Yoochun wciągnął do nosa delikatny fiołkowy aromat i z powrotem zabrał się za myślenie co dalej z tą pechową zgubą. Nie miał nawet żadnego punktu zaczepienia. Nie bywał ostatnio zbyt często w Korei. Cały swój czas poświęciła na naukę i pracę w Japonii, gdzie rodzice wysłali go jako dziecko. Wysoko postawiony tatuś postanowił zbudować idealną przyszłość swoim synom, ale Yoochunowi niezbyt to pasowało. Nie chciał być kojarzony z bogatym ojcem. Wolał korzystać z życia. Poznawać nowych ludzi. Raczej nie obnosił się ze swoją pozycją. Chociaż uwielbiał pieniądze swoich rodziców to wydawał je po cichu.  Jego ojciec był najbardziej znaną marką produkującą instrumenty muzyczne. Rynek azjatycki nie dopuszczał innych producentów jak tylko przedsiębiorstwo KPR.

„Proszę się zatrzymać przy dworcu. Dalej pojadę metrem.”

Taksówkarz spojrzał się na niego dziwnie. Sam do końca nie wiedział dlaczego taki wystrojony panicz ma zamiar przesiąść się do metra.

„Dziękuję”

Powiedział z uśmiechem chłopak wysiadając z pojazdu. Podał kierowcy nowiutki banknot o nominale10, 000 KRW i skierował się w stronę długich, ruchomych schodów, które prowadziły do podziemi Seulu. Myślał nad pierwszym punktem zaczepienia w sprawie mp4. Wyciągnął z kieszeni słuchawki i pogrążył się w muzyce. Różnorodne style kompletnie wyprowadziły go z równowagi. Zaczął już nawet wątpić, że odtwarzacz należy do mężczyzny. Próbował przypomnieć sobie chwilę zderzenia.

„To na pewno był mężczyzna. Kobieta raczej nie przeszłaby obok mnie, aż tak obojętnie”

Stwierdził, że zajmie się tym później. Skupił się głównie, żeby trafić do celu. Wiedział tylko, że musiał wysiąść przy budynku teatru miejskiego. Minąć po drodze bank, piekarnię i skręcić w lewo za stylową, francuską restauracją. Był bardzo podniecony faktem, że zobaczy przyjaciela, którego nie widział od ponad dwóch lat. Wszedł w wąską uliczkę i ujrzawszy mały, szary budynek ucieszył się jak małe dziecko. Zadzwonił kilka razy do drzwi, ale nikt mu nie otworzył. Zaczął powoli zastanawiać się czy czasem nie pomylił budynków. To nie możliwe, żeby nie było go w domu. Wyjął z torby mały świstek papieru, na którym miał odręcznie zapisany adres.

„Trzeba było zadzwonić i uprzedzić, że mam zamiar wpaść. Ale ze mnie idiota.”

Podrapał się kilka razy po głowie. Stojąc tak na ganku pełnym doniczek z kwiatami myślał, że może na coś wpadnie. Rozglądał się dookoła, ale nie widział nikogo kto mógłby mu pomóc. Chwycił za telefon i wybrał drugie na liście kontaktów nazwisko. Jedyne co usłyszał to automatyczna sekretarka prosząca go o pozostawienie wiadomości. Spróbował jeszcze raz, ale i tym razem na próżno. Zrezygnowany przysiadł na drewnianym taborecie znajdującym się w małym ogródku przed domem. Co powinien teraz zrobić? Myślał nad tym gdzie mógłby się tymczasowo zatrzymać. Nie miał zbyt wielu znajomych tu w Korei. Drążąc głębiej to w ogóle nie miał tutaj znajomych, nie licząc kilku konsulów. Jedyne wyjście jakie przychodziło mu na myśl to hotel. Przenocuje tam noc lub dwie i wróci do Japonii. Nie mógł uwierzyć, że postąpił tak lekkomyślnie i nie zadzwonił wcześniej prosząc o spotkanie. Może dlatego, że chciał mu zrobić niespodziankę? Wstał i zaczął iść z powrotem w kierunku francuskiej restauracji. Zwiesił głowę i po raz kolejny dzisiejszego dnia jego prywatność została brutalnie pogwałcona. Ktoś nie patrząc przed siebie wpadł twarzą prosto na jego klatkę piersiową. Okazało się, że to jakieś szczeniaki wracające ze szkoły i robiące zamieszanie na chodnikach. Wtedy w głowie Yoochuna zaczęło się trochę przejaśniać. Dlaczego nie wpadła to wcześniej. Jest przecież środek tygodnia.   Pewnie spotka przyjaciela w szkole. Puścił się pędem za autobusem, który już miał odjeżdżać z pobliskiego przystanka. Zasapany kupił bilet i zajął jedno z wolnych miejsc. Czekała go około godzinna podróż. Na powrót wyciągnął mp4 jak gdyby była to jedyna rzecz zapewniająca mu w tym momencie rozrywkę. Wsłuchał się jeszcze raz w nagrane na niej melodie. Od klasyków po współczesny pop. Zazdrościł tej osobie, która miała tak dobry gust pod względem muzyki. Mu wystarczało jedynie to co puszczą od czasu do czasu w radiu, jeśli w ogóle chciało mu się owe włączyć. Raczej wolał spędzać czas na świeżym powietrzu, a nie zatracając się w rytmie muzyki. Oparł głowę o lekko zakurzoną szybę i zamknął oczy oddając się chwili przyjemności, której jeszcze nigdy nie zaznał.


~O_O~

„Cholera!”

Junsu nerwowo przeszukiwał kieszenie swoich dżinsów. Wiedział, że tu był. Jego odtwarzacz mp4. Nie mógł go zgubić. Panicznie zaczął przetrząsać pozostałe miejsca, w których owe urządzenie mogłoby ewentualnie się zapodziać, ale na próżno. Nigdzie nie mógł go znaleźć. Przeklął  kilka razy pod nosem uświadamiając sobie smutny fakt, że raczej już go nie znajdzie. Sięgnął pod wycieraczkę wyjmując zostawione tam przez Changmina klucze. Wiedział, że je tam zostawił. Zawsze tak robił, gdy miał zamiar jeszcze wrócić.

„Nie tym razem”

Szeptał do siebie Junsu wchodząc do mieszkania. Poczuł niesamowitą ulgę. Nikt nie rzucał mu się na plecy, nie przytulał z zaskoczenia. Nie musiał przebierać się w łazience i chować wszystkich prywatnych dokumentów. Miał teraz idealny spokój na sprawdzenie kartkówek czy przygotowanie się na zajęcia.

„Może wreszcie polubię tę pracę. W końcu i tak muszę tam chodzić”

Złapał głęboki oddech i zakrztusił się własną śliną. Leżał w tym momencie na miękkim wełnianym dywanie w beżowym kolorze i wił się ze śmiechu. Pierwsze pytanie jakie mu się nasuwało to czy w ogóle kiedykolwiek zaakceptuje tę pracę, a nie czy ją polubi? Wstał z podłogi i rozpakował powoli swoje rzeczy czując, że nie musi się spieszyć. W końcu nikt na niego nie czekał. Całe zmartwienie, które ogarnęło go na lotnisku uciekło. Nie przejmował się tym, że jest sam. W tym momencie bardziej się z tego cieszył.  Nikt go nie ograniczał, a to poważny aspekt w tym niby nieszczęściu. Rozebrał koszulkę i rzucił ją w kąt. Changmin już by pewnie ją składał, ale Junsu usiadł tylko na łóżku i spoglądał na nią w milczeniu. Tak to było właśnie coś, o czym marzył. Cisza i spokój. Zdjął bez skrępowania pozostałe części garderoby. Nagle poczuł się, że ma swoje życie. Pozbierał pospiesznie porozrzucane ciuchy i wszedł do łazienki, tym razem zostawiając otwarte drzwi.


~O_O~

„Jak to go nie ma?”

Zaskoczony Yoochun stał przed pokojem nauczycielskim w szkole średniej w Seulu. Postanowił poszukać przyjaciela właśnie tutaj, ale i w tym miejscu go nie było. Jakaś dziwnie wyglądając nauczycielka, która przykleiła się do niego jak rzep, wytłumaczyła, że nie było go dzisiaj cały dzień. Podziękował uprzejmie i wyrwał się spod jej uścisku. Stwierdził, że zapyta kogoś bardziej obeznanego. Zaczepił na korytarzu pierwszego lepszego ucznia zadając mu zestaw pytań, a wszystko tylko po, żeby dowiedzieć się, że owy chłopak żadnego Changmina nie zna.

„Przepraszam! To pan szuka Changmina z trzeciej klasy?”

Czarnowłosy, przystojny mężczyzna podszedł bliżej Yoochuna tak, że teraz już nie musiał krzyczeć.

„Nie było go dzisiaj w szkole, a jego wychowawca nie ma z nim kontaktu. Jeśli ma pan jakąś pilną sprawę to może nowy nauczyciel Kim będzie coś więcej wiedział na ten temat. Changmin brał od niego korepetycje z biologii. I nie uwierzy pan, ale podciągnął się o całe dwa stopnie w górę. Nie wiem jakich metod użył pan Kim, ale jak widać są one bardzo skuteczne. Wspomnę w tajemnicy, że pytałem go o to kilka razy, ale zawsze odwracał głowę w drugą stronę i udawał, że nie słyszy, a Changmin jak znajdował się niedaleko tylko chichotał pod nosem. Ahhh… Wspaniały nauczyciel. Ma podejście do nastolatków”

Mężczyzna skończył swój jakże interesujący wywód i wyjrzał przez okno zatracając się zupełnie w swoich myślach. Jak na nauczyciela wyglądał bardzo młodo, ale Yoochun zdążył się już zorientować, że cała kadra była chyba jeszcze przed trzydziestką. Niektórzy wyglądali tak jakby sami potrzebowali jeszcze opieki i pomocy szkolnych pedagogów.


„Przepraszam gdzie mogę znaleźć tego nauczyciela? Pana Kima?”

Yoochun starał się wyrwać czarnowłosego nieznajomego z bliżej mu nieznanego letargu, w który popadł rozmyślając o jakiś skutecznych technikach wychowawczych. Stał teraz oparty łokciami o parapet, a dłonie przytrzymywały mu podbródek. Nie sprawiał wrażenia osoby z ogromnym autorytetem wśród młodzieży, ale jego wewnętrzny spokój dało się odczuć na całym korytarzu. Ubierał się bardzo elegancko. Miał na sobie szary, ekskluzywny garnitur i eleganckie śliwkowe buty, które współgrały z kolorem krawata. Włosy opadały mu na czoło. Co jakiś czas podnosił się i odgarniał je dłonią, żeby nie wylądowały w oku. W jednym jak i drugim uchu miał włożone małe, delikatne, srebrne kolczyki, które idealnie podkreślały jego śniadą cerę.

„Przepraszam?”

Yoochun podszedł i szturchnął delikatnie mężczyzną, na co tamten powoli odwrócił się i obdarzył go błogim uśmiechem.

„Dowiem się gdzie mogę znaleźć tego nauczyciela? Pana Kima?”

„A tak. Miło mi. Jestem Kim.”

Yoochun spojrzał na niego jak na wariata. Zaczął się zastanawiać czy nie trafił czasem do jakiegoś szpitala psychiatrycznego czy innego zakładu dla obłąkanych. Zbity z tropu nie wiedział co ma powiedzieć. Jąkał się co słowo starając się wykrztusić jakieś porządne zdanie. Mężczyzna stał tylko i go obserwował. Wyglądał jakby czerpał przyjemność z tej sytuacji. Uśmiech nie schodził z jego twarzy.

„Chodzi mi o nauczyciela biologii, który udziela korepetycji Changminowi. Czy dowiem się gdzie mogę go znaleźć?”

„A tak. Pana Kima? Trzeba było tak od razu. On to ma podejście do nastolatków. Mówiłem już panu jak to Changmin podciągnął się o całe dwa stopnie wyżej? Cały czas staram się wymusić na nim, żeby powiedział w czym tkwi ten jego sekret, ale on jest taki nieustępliwy”

Yoochun ponownie zaniemówił. Może faktycznie to jakiś zakład psychiatryczny? Nie mógł uwierzyć, że tak elegancko ubrany mężczyzn może zachowywać się jak kompletny idiota. Obserwował go jeszcze przez chwilę planując następny atak.

„Miło mi. Jestem Park Yoochun. Jestem przyjacielem Shim Changmina. Martwię się o niego, ponieważ dzisiaj nie przyszedł do szkoły. Czy mógłby mi pan pomóc? Wygląda pan na wykwalifikowanego i godnego zaufania.”

Dobra strategia i kilka komplementów zawsze ułatwiają sprawę. Nikt nie wiedział tego lepiej, niż Yoochun. Mężczyzna odwrócił się twarzą do swojego rozmówcy i ponownie uśmiechnął się tajemniczo.

„Mnie też jest miło. Kim Jaejoong. Uczę fizyki, a raczej zastępuję nauczycielkę, która poszła na urlop macierzyński. Już panu mówiłem, że pan Kim Junsu udziela mu korepetycji i  to do niego proszę się zgłosić. Zapiszę panu adres. Chwilka…”

Czarnowłosy zniknął za drzwiami pokoju nauczycielskiego, żeby po chwili wrócić z pogiętą kartką papieru, na której niechlujnie zapisana była nazwa ulicy i numer domu . Yoochun domyślił się, że tam ma właśnie się udać. Nie wiedząc  do końca czy takie zachowanie jest akceptowane w szkole porwał szybko kartkę i skierował się ku wyjściu.

„Dał zupełnie obcemu człowiekowi cudzy adres”
 
Nie mógł uwierzyć w to co właśnie przeżył. Jest dość cierpliwą osobą, ale każdy ma swoje granice wytrzymałości psychicznej. Jego prawie zostały przerwane przez tego czubka w stroju biznesmena. Przeczytał kilka razy adres i schował kartkę do kieszeni spodni. Na dworze zrobiło się chłodno. Lekki wiatr podwiewał mu koszulkę. Yoochun zaczął trząść się z zimna. Nie wziął pod uwagę tego, że będzie musiał bawić się w detektywa. Wyjął z torby sportową bluzę w kolorze granatu i pospiesznie nałożył ją na siebie. Z notatki wynikało, że musiał się cofnąć tym samym autobusem, którym tu trafił. Mamrocząc pod nosem coś w stylu ‘niech ten dzień się już skończy’ wsiadł do autobusu i ponownie wyjął znalezioną mp4.


~O_O~

Junsu usłyszawszy pukanie szybko owinął biały ręcznik na swoich biodrach i wyskoczył z łazienki. Nie posiadał judasza, więc jedyne c o mógł w tej sytuacji zrobić to delikatnie uchylić drzwi. Na korytarzu stał modnie ubrany mężczyzna w granatowej bluzie i krótkich spodenkach. Już by pewnie dawno zamknął drzwi, gdyby nie fakt, że mały szczegół przykuł jego uwagę. Nieznajomy dobijający się do jego mieszkania ściskał w ręku jego odtwarzacz.

środa, 26 stycznia 2011

I can Soar - part 2

Changmin szedł szybko wąskimi brukowanymi uliczkami Seulu. Z każdym krokiem nabierał ochoty na porządnie przyrządzonego drinka, albo nawet kilka. Dla jego skołatanych nerwów to właśnie było coś czego potrzebował. Czuł się teraz okropnie samotny. W dłoniach cały czas trzymał telefon komórkowy, ale sam nie wiedział do końca dlaczego. Z jeden strony pragnął, żeby zadzwonił tak upragniony dzwonek i, żeby na wyświetlaczu pojawił się mały napis ‘Junsu’ z wielkim uśmiechem obok. Z drugiej strony jednak chyba potrzebował towarzystwa kogoś zupełnie innego. Cały czas zastanawiał się do kogo powinien zadzwonić. Odkąd poznał Junsu zapomniał całkowicie o swoich przyjaciołach, którzy co jakiś czas narzucali się nachalnie, a których on tak płynnie zbywał. Teraz miał ochotę to wszystko zmienić. Chciał mieć znowu przyjaciół. Oni zawsze byli przy nim, a teraz nie potrafił wybrać chociaż jednego cholernego numeru, żeby nie poczuć się jeszcze bardziej odrzuconym.  Spojrzał w górę na niebo, które robiło się coraz ciemniejsze z powodu zbierających się deszczowych chmur. Wszystko jest dzisiaj przeciwko niemu. Szedł dalej mijając co jakiś czas kolorowe witryny sklepów. A może zakupy go odprężą ? W jego dłoniach zaczęła nagle wibrować komórka.

„Halo”

Usłyszał swój głos. Nie mógł uwierzyć, że brzmiał, aż tak nienaturalnie.

„Trzymasz się?”.

Z drugiej strony padło pytanie, na które czekał od rana. Zatrzymał się na chwilę jakby chciał przemyśleć to co powinien odpowiedzieć. Nie, nie czuł się dobrze. I on to wiedział najlepiej. Czuł się gorzej, niż źle. W jego głowie krążyły dziwne myśli, które chciał wyłączyć. Ale nie wiedzieć czemu kiedy usłyszał dzwonek od razu zrobiło mu się cieplej i dreszcze przeszły po całym jego ciele.

„Słyszysz mnie?”

Changmin zawiesił głos jeszcze na chwilę zastanawiając się co tak naprawdę ma odpowiedzieć. Nie może przecież udawać, że nic się nie stało. Z drugiej jednak strony, tak bardzo zależało mu na tym, żeby znowu zobaczyć „przyjaciela”, za którym tak okropnie tęsknił. Od ich porannego spotkania minęły zaledwie 2 godziny, a on już czuł, że to dla niego prawie jak cała wieczność.

„Wyjeżdżam do Japonii”


Nie myślał w tamtej chwili za bardzo nad tym co właśnie powiedział. Schylił się nad jakąś wolną ławką, przetarł ją rękawem kurtki i przysiadł chowając twarz w jednej ręce. Może jeśli wyjedzie to wszystko się ułoży? Chciał dać im trochę czasu tak, żeby każdy mógł to przemyśleć i niczego później nie żałować.

„Ach tak. Powiedz mi chociaż, o której masz samolot?”

Dlaczego go to w tej chwili obchodzi? Przecież go zostawił. Teraz Changmin musiał jeszcze przemyśleć po co w ogóle wybiera się za granicę. Nie miał konkretnego powodu, a nie chciał wyjść na niedojrzałego emocjonalnie gówniarza, który ucieka przed problemami.

„Lecę odwiedzić przyjaciela. Samolot mam dzisiaj około  5.”

Nie wiedział czemu czuł niepohamowaną chęć wytłumaczenia się, gdzie? Po co? I do kogo ma zamiar jechać. Wiedział jednak, że w tym momencie najprawdopodobniej Junsu miał na głowie swoje sprawy, takie jak nie sprawdzone klasówki, którymi wiecznie wykręcał się od spotkań.

„Będę czekał na Ciebie przed 5 na lotnisku w Seulu.”

Junsu starał się jak najdelikatniej rozmawiać z Changminem. W końcu nie mógł przewidzieć jak się zachowa, ale wyjazd do Japonii? Dla niego to byłą już lekka przesadą. Ludzie w końcu są ze sobą, a już następnego dnia udają, że się nie znają. Nie widział powodu, dla którego musiałby tak postąpić. Junsu opadł na wygodne krzesło w pokoju nauczycielskim rozmyślając nad całą sytuacją. Może jednak cała nadzieja na poukładanie tego związku jeszcze się nie ulotniła? Nie czuł nic głębszego do Changmina, ale póki co to nic do nikogo nie czuł. Kiedy tylko rano wsiadł do windy, wiedział już, że coś poszło nie tak. Chciał zakończyć to co łączyło go z Changminem, ale teraz znowu jest sam. Potwierdziło się to, iż nie potrafi się związać i zadbać odpowiednio o swojego partnera.

„Z kobietami byłoby mi pewnie łatwiej”

Siedział jeszcze tak kilka minut dopóki nie usłyszał donośnego sygnału dzwonka oznajmiającego koniec długiej przerwy obiadowej. Wstał powoli pakując podręczniki i materiały potrzebne mu na następną lekcje i wyszedł z gabinetu mijając po kolei wszystkich współpracowników. Nawet w pracy się do nikogo nie przywiązał. Z nikim nie spotykał. Zawsze starał się nie myśleć o szkole jako agencji towarzyskiej i nie szukał specjalnie nowych przyjaźni. Był tam, żeby zarobić, a nie po to, żeby stać i plotkować po kątach o kontrowersyjnych strojach nastolatek.  Zresztą raczej nie interesowały go kobiety. Od kiedy pamiętał obracał się w męskim towarzystwie. Nie chciał się nikomu tłumaczyć dlaczego nie ma koleżanek, czy dlaczego jeszcze nie znalazł sobie żony i się wreszcie nie ustatkował. Sam tłumaczył sobie, że miał dopiero 25 lata i nie ma się do czego spieszyć, a szczególnie do małżeństwa, czy innych głupot, które robią ludzie kiedy im się nudzi. Nie potrafił sobie wyobrazić, że codziennie ktoś mówi mu co ma robić, co ubrać, czy ile jeść. Nie wspominając już o dzieciach, które doprowadzały go strasznych ataków bólów głowy. Jusnu szedł wolnym krokiem przez szkolny korytarz mijające zapełniające się powoli sale lekcyjne. Pamiętał jeszcze jak nie dawno sam szedł w tym tłumie nastolatków. Mijał teraz męską toaletę, z której dochodził niezbyt przyjemny zapach. Obszedł ją szybko, nie zwracając większej uwagi na trzech chłopców ukrywających się po kątach i palących papierosy, i wszedł do otwartej klasy. Gdy tylko dostał tę pracę zawsze myślał o niej jak o swoim najgorszym przekleństwie. Jego sposób myślenia nie zmienił się nawet o jeden stopień nadal nie lubił tego co robił.


~O_O~

Changmin stał już od godziny na lotnisku cały czas zerkając nerwowo na zegarek.

„Gdzie on jest. Obiecał, że przyjdzie”

Chodził wzdłuż stanowisk kasowych wlokąc za sobą potężną, czarną walizkę. Chciał wyjechać tylko na tydzień, ale zabrał ze sobą trochę więcej rzeczy tak na wszelki wypadek. Tak bardzo zaangażował się w związek z Junsu, że teraz nie potrafił sobie wyobrazić życia bez niego. Miał tylko 20 lat i doskonale zdawał sobie sprawę, że jeszcze nie jedno go spotka, lecz teraz obchodziła go tylko i wyłącznie ta jedna sprawa. Jeśli się nie pozbiera to po prostu zostanie w Japonii. Nie miał problemu z językiem, więc łatwiej będzie mu się zaklimatyzować, znaleźć odpowiednią uczelnię i pracę.

„Changmin? Po co ci taka wielka walizka?”

Junsu stał w tym momencie naprzeciwko kolegi, i jakby czytając mu w myślach, zastanawiał się czy czasem ten nie chcę wyjechać na zawsze. Chciał go przy sobie zatrzymać, ale tylko wyłącznie jako przyjaciela. Wiedział, że dla niego jest za wcześnie na taką decyzję, dlatego nie miał nic przeciwko temu wyjazdowi. Zdawał sobie sprawę, ze Changmin zawsze sobie poradzi, a z powrotem wróci cały, zdrowy i jako zupełnie inny człowiek. Na pewno przejdzie mu ta cała zabawa w miłość, która zakończyła się tak bardzo brutalnie.

„Zabrałem kilka dodatkowych rzeczy na wszelki wypadek. Po co chciałeś przyjść na lotnisko ?”

Już od czasu kiedy zadzwonił telefon zastanawiał się nad ukrytym celem tego spotkania, ale już po pierwszej minucie zorientował się, że sam sobie go wymyślił i tak naprawdę żadnego ukrytego powodu nie było.

„Chciałem się upewnić, że wsiądziesz do dobrego samolotu”

Uśmiechnął się. Pomimo napiętej sytuacji między nimi czuł, że właśnie tego oczekiwał Changmin. Może i chłopak potrzebował uścisków lub kilku drobnych czułości, które by go zapewniły, że ma po co wracać, ale nie chciał dawać mu złudnych nadziei.

„Mój samolot. Pójdę już”

Spojrzał się z żalem na Junsu, który wydawał się niewzruszony całą sytuacją, ale tak naprawdę  wszystko się w nich trzęsło. Był okropnie zdenerwowany, że wyjeżdża jedyna osoba, która go doceniała, ale nie chciał go ranić. Przysunął go delikatnie do siebie obejmując jednocześnie. Changminowi łzy popłynęły z oczu.   Oparł brodę o bark kolegi i czuł jak rozpływa się w jego uścisku. Junsu wyczuwając do jakiego stanu doprowadził przyjaciela odsunął go powoli od siebie dając do zrozumienia, że to tylko zwykłe pożegnanie. Musnął go jeszcze delikatnie, swoimi zmarzniętymi ustami, po policzku i skierował się do wyjścia. Changmin stał jeszcze chwilę wpatrując się tępo w jeden punkt i gładząc miejsce gdzie dostał swój ostatni pocałunek. Już wiedział, że nie ma po co wracać. Wiedział, że lepszym wyjście będzie odseparowanie się od tego wszystkiego. Tak zdecydował. Stanął w długiej kolejce ludzi czekających na odprawę i jeszcze raz obejrzał się za siebie, żeby zerknąć na oddalającą się sylwetkę kolegi.


~O_O~

Junsu szedł szybkim, chwiejnym krokiem przez terminal. Mijający go pospiesznie ludzie cały czas obijali się o niego rujnując jego wyznaczony tor. Nawet nie zauważył kiedy sam szturchnął kogoś brutalnie. Nie odwracając się rzucił wymuszone „przepraszam” i podążył dalej w swoim kierunku. Tajemniczy poszkodowany schylił się niespodziewanie podnosząc coś z ziemi.

„Przepraszam! Halo! Upuścił pan coś!”

Krzyczał mężczyzna, ale Junsu już zdążył opuścić lotnisko. Wpatrywał się w swoje dłonie, w których trzymał przedmiot należący do jego napastnika.

„Jak ktoś może być taki roztargniony? I nieuprzejmy swoją drogą?”.

Schował odtwarzacz mp4 do kieszeni swoich spodni i zarzucił na ramię szaro-błękitną torbę. Ubrany był dość stylową. Można było zauważyć, że bardzo dużą uwagę przywiązuje do tego co powinien na siebie włożyć nie wspominając już o dodatkach, które od razu rzucały się w oczy. Lśniący łańcuch przyczepiony do czarnych spodni w kratkę idealnie współgrał z breloczkiem doczepiony do zamka ‘torebki’. Mężczyzna wyglądał bardzo młodo i rześko. Był to kolejny przykład człowieka cieszącego się z życia. Włosy opadały mu w nieładzie na kark odsłaniając tylko uszy. Okulary, które przysłaniały mu pół twarzy były w tym samym kolorze co jego T-shirt. Cała góra opinała mu się idealnie na całym ciele. Raczej nie mógł się pochwalić wyrzeźbioną sylwetką, ale to co miał wystarczyło, żeby kobiety nie odrywały wzroku od niego i jego granatowej koszulki. Nieznajomy zatrzymał się na chodniku przywołując taksówkę.

„I jak ja mam mu to teraz oddać? Aishhh…Dlaczego mnie spotykają takie rzeczy ?”

środa, 19 stycznia 2011

I can Soar - part 1

Junsu wyjrzał przez okno pełen nadziei, że wreszcie nadejdzie jakiś piękny, letni dzień. Zresztą robił tak, co rano. Nie mógł wytrzymać już tej wiosennej chandry, która przepełniała jego wnętrze. Ile by dał, żeby zrzucić te wszystkie nie potrzebne warstwy materiału, które tylko krępowały mu ruchy albo sprawiały, że wyglądał jak balon. Nie wspominając już zupełnie o tym, że marzył o założeniu jakiegoś zwiewnego podkoszulka, który uwydatniałby jego umięśnioną klatkę piersiową. Nie po to spędzał długie godziny na siłowni, żeby trzeba było to teraz zakrywać. Ziewnął leniwie i zasunął powrotem kremową roletę. Bardzo lubił ten kolor. W ogóle nie wiedział czemu, ale uwielbiał otaczać się jasnymi przedmiotami.  Może pomijając garderobę. Tutaj od kolorów, aż oczy bolały, od białego przez różne odcienie niebieskich, zielonych, żółtych, czerwonych, a nawet szarości, skończywszy na czarnym. Nigdy nie przyszłoby mu do głowy, żeby nagle pomalować ściany na wzór jakiś lochów czy czegoś równie dla niego nie do wyobrażenia. A znał ludzi, którzy bardzo chętnie by tak uczynili.  Sięgnął do stolika, na którym stał kubek z gorącą latte, jego ulubioną kawą, i rozkoszował się głębią smaku, która w tej chwili koiła jego duszę. Postanowił nie czekać dłużej tylko przygotować się do pracy, do której musiał dojechać dosyć spory kawałek drogi i jeżeli znowu rozprawiałby zbyt długo nad pogodą to na pewno byłby spóźniony. Nie raz mu się zdarzyło przyjść później na zajęcia, ale nigdy nie było to winą jego lenistwa i późnego wstawania. 

„ Co mam dzisiaj ubrać?”. 

Przewrócił oczami, a w głowie zabrzmiał mu echem jego sarkastyczny ton głosu. Jak to, w co miał się ubrać?  Nie miał innego wyboru jak włożyć elegancką koszulę i pasujący do niej krawat.  Miał szczęście, że nikt nie narzucił mu żadnych konkretnych kolorów. Tak, więc złapał pierwszy zestaw, jaki miał pod ręką i dorzucił do niego proste, białe dżinsy. Otworzył szafę gdzie trzymał buty i nachylił się, żeby sięgnąć po jakąś wygodną parę. Omal nie dostał zawału serca, kiedy ktoś nagle objął go w pasie i przytulił się delikatnie do jego pleców.
„Dzień dobry. Nie słyszałem, kiedy wstałeś, więc wybacz, że nie dotrzymałem ci rano towarzystwa”.
Szepnął mu na ucho bardzo szczupły i prawie o głowę od niego wyższy chłopak. Na około wyglądał o jakieś 5 lat młodszego. 

„Nie szkodzi”. 

Odpowiedział przestraszony. Nigdy nie lubił być zaskakiwany. Owszem wiedział, że nie jest sam, ale pomimo wszystko takie skradanie się nie bardzo mu odpowiadało, szczególnie, że był u siebie i chciał się czuć pewnie.

 „Nie powinieneś iść do szkoły?”. 

Spytał bardzo cicho jakby bał się reakcji swojego napastnika. Chłopak puścić go powoli wcześniej całując w policzek. Dwa ogromne rumieńce rozlały się na twarzy Junsu. Jak to jest możliwe, że tak właśnie reagował? Przecież spędził z nim właśnie noc, tą ostatnią jak i kilka wcześniejszych. Czy jego ciało zawsze będzie zachowywać się w taki niedojrzały sposób? Wyobrażał sobie siebie jako staruszka, który, gdy tylko ktoś się do niego zbliży, momentalnie przybiera kolor purpury.

 „Nie możemy dzisiaj wyjątkowo iść razem ?”. 

W oczach chłopaka mignęła iskierka nadziei. Przecież stara się jak może. Próbuje zachowywać się dojrzale. Dlaczego, więc nie postawić tego związku na jednym stopniu wyżej? Przecież nikt by na tym nie ucierpiał. Żadna duma nie zostałaby zmieszana z błotem. Pragnął tylko już nigdy więcej się nie ukrywać. 

„Wiesz, że nie. Mogłoby to zaważyć na moim stanowisku”. 

Jusnu zastanawiał się czy nie myśli za bardzo o sobie. Szanował uczucia Changmina, ale już od początku nie dawał temu związkowi szansy. Chciał spróbować tylko dlatego, żeby udowodnić sobie właśnie to, iż nie potrafi się z nikim związać i utrzymać tego w takim stanie jaki będzie zadowalał obie strony. Fakt na początku było fajnie i nawet mu się podobało, ale bardzo szybko zaczęło mu się nudzić co tylko potwierdzało jego tezę. Na razie to Changmin starał się podwójnie ignorując zupełnie nikłe starania swojego partnera. Chciałby wreszcie, żeby Junsu zaczął traktować go poważnie, a nie jak jakiegoś gówniarza, który przeżywa swoją kolejną szczeniacką miłość. Jednak nie można było zaprzeczyć, że od takiego niedojrzałego uczucia się zaczęło. Najpierw zwykłe zauroczenie wyglądem. Obaj byliby bardzo przystojni choć bardzo się różnili. Junsu miał okrągłą twarz, a wszystko było idealnie na niej rozmieszczone. Para ciemnych, maleńkich oczu, które zawsze uciekały kiedy ktoś na niego spojrzał, idealnie prosty nos, i wyjątkowe usta, które prosiły się, żeby je pocałować. Changmin był sporo wyższy. Miał pociągłą twarz, a pierwsze co rzucało się w oczy to jego wargi. Mało wydatne, ale bardzo duże usta to był jego atut. On sam był z nich dumny. Jeszcze nie spotkał nikogo kto by mu ich nie pozazdrościł. Czuł się dość pewnie ze swoim wyglądem. Można powiedzieć, że urody nie miał typowo koreańskiej, ale raczej nie wyróżniał się z tłumu. Z jego oczu biła ogromna pewność siebie. Starał się nie okazywać, że jest mu z czymś źle, tak jak teraz. Próbował ukrywać swoje słabości tak, żeby nikt nie zorientował się, że i on może mieć gorszy dzień. Ich wygląd zupełnie nie odzwierciedlał ich charakterów. Junsu zawsze osiągał to co sobie zamierzył. Nie bacząc na przeciwności po prostu do tego dążył. Nie za bardzo obchodziło go to czy komuś się to spodoba, w końcu robił to dla siebie. Tak samo w związku z Changminem. Wiedział, że chłopak za bardzo się angażuje i doskonale pojmował powagę sytuacji, gdzie w grę wchodził zakochany po uszy nastolatek. Więc zastanawiał się jakby tu, nie raniąc jego uczuć, po prostu to wszystko zakończyć. Changmin miał zawsze wiele szalonych pomysłów, lecz Junsu nigdy na żaden się nie zgodził tłumacząc się za każdym razem brakiem czasu i nie sprawdzonymi klasówkami.

 „ Zbieraj się już jak nie chcesz się spóźnić”. 

Powiedział młodszy chłopak. Zawód w jego głosie był słyszalny nawet po drugiej stronie ulicy. Junsu jednak ominął go powoli i zaczął się przebierać w to co uprzednio wybrał. Jego spodnie wyglądały prawie tak jakby były szyte na dziecko z podstawówki. Widać było, że jest bardzo szczupły. Spodnie opinały się na nim idealnie podkreślając jego smukła linię i okrągły tyłek. Chociaż znajomi zwracali mu uwagę, że powinien bardziej o siebie zadbać i pomyśleć nad zmianą diety, to sam jednak bardzo dobrze czuł się w swoim ciele. Dla zatuszowania zawsze tłumaczył, że to praca go wykańcza. I ten jeden argument zaważał nad wszystkim. W końcu uganianie się za szczeniakami w liceum to nie takie łatwe zadanie. W najlepszym przypadku można dostać nerwicy i stanów lękowych. 

„Wychodzę. Zamknij mieszkanie i oddaj mi klucze w szkole”. 

Junsu spojrzał się na chłopaka, który stał po środku salonu trzymając w reku kubek po kawie, z którego wcześniej pił i sam nie wiedział czemu akurat znalazł się w dłoniach Changmina. 

„Myślę, że dzisiaj tu zostanę, jeśli mogę?„. 

Spytał cicho. Junsu odwrócił twarz i spojrzał w pełne żalu oczy Changmina, który chyba nie był w stanie pójść do szkoły. Jego psychika nie była w zbyt dobrym stanie, a stabilność emocjonalna wisiała na cienkiej niteczce, którą łatwo można by było zerwać, gdyby tylko się chciało.

 „To nie tak, że się z tobą nie liczę. Ale, nic z tego raczej nie będzie. I tak. Możesz tutaj dzisiaj zostać”. 

Ledwo wymówił te słowa. Ranienie innych nie przychodziło łatwo, ale wiedział, że lepiej zakończyć to teraz. Nie chciał, żeby ktoś taki jak Changmin cierpiał, ale wiedział też, że właśnie w tym momencie cały jego świat zwalił mu się na głowę. Wolał zostawić go teraz samego. Każdy potrzebuje czasami chwili samotności, żeby poukładać swoje myśli. A on pomyślał, że taka właśnie chwila należy się teraz akurat Changminowi.

 „Będę popołudniu. Jak zwykle po zajęciach". 

Wyszedł i zamykając za sobą bezszelestnie drzwi czuł dziwne ukłucie w miejscu gdzie powinno znajdować się serce. Akurat teraz zastanawiał się czy owe ma, ale szedł i oddychał, więc chyba jednak coś musiało tam być. Wzdychał robiąc kolejne kroki i czując się coraz gorzej z powodu zaistniałej sytuacji. Poprzysiągł sobie w duchu, że na pewno przemyśli wszystko jeszcze raz. Jeśli znajdzie choć jeden powodu, dla którego warto  to z pewnością postara się jak może, żeby to dalej pociągnąć. Jednak jak do tej pory nie było żadnego argumentu na tak. Zrezygnowany wsiadł do windy wiedząc, że to najprawdopodobniej będzie jeden z tych ciężkich dni, których ludzie tak bardzo nie cierpią.

~O_O~

Changmin stał dalej sam na środku pokoju i nie mógł uwierzyć w to co właśnie się stało. 

„On mnie zostawił?”. 

Mówił sam do siebie ściskają w ręku jeszcze ciepły kubek.  Czuł, że jego duma przeżywa teraz okropne męki. Jak to możliwe, żeby ktoś taki jak on, młody, inteligentny, wysportowany no i przystojny, dostał kosza. Pamiętał jak poznał Junsu. Nie było to dawno. W gruncie rzeczy to około 4 miesięcy temu, kiedy to wszedł, jak zwykle znudzony do klasy nie mając nadziei na nic ciekawego, i usiadł na swoim miejscu rozpakowując podręczniki szkolne. Akurat miała się zacząć biologia, której tak bardzo nie lubił. Nie rozumiał jak można podniecać się jakimiś chwastami.  W jego wieku są ciekawsze rzeczy do roboty, niż spędzanie swojego wolnego czasu na studiowaniu rodzaju drzew czy poznawaniu faz rozwoju mniszka lekarskiego. Na lekcje był jak zwykle przygotowany. Stos kanapek, gorąca herbata w termosie i ciekawa lekura. To było dla niego coś na co warto poświęcić czas, czyli jedzenie i manga, którą uwielbiał. Wtedy do klasy wszedł dyrektor chcąc przedstawić nowego nauczyciela, który będzie odbywał tutaj staż, a jednocześnie zastępował nudnego belfra od biologii. Reakcja całej klasy na widok nowego wykładowcy nie była zbyt entuzjastyczna. Nikt nie miał zamiaru dać rządzić sobą jakiemuś chłystkowi jedynie o kilka lat starszemu. Changmin podniósł wzrok znad komiksu i omiótł mężczyznę wzrokiem zatrzymując się na chwilę na ustach. Były to najpiękniejsze usta jakie w życiu widział. Już dawno postanowił, że nie będzie wybredny jeśli chodzi o partnera. Chciał tylko żyć spokojnie nikomu nie wadząc, ale zmieniło się to kiedy właśnie poznał Jusnu. Stał się wtedy bardziej zaborczy i wiedzący czego chce. A chciał właśnie jego, z idealną figurą i przystojnego. Postanowił tak długo się starać, aż mu ulegnie. I stało się. Kiedy to raz po lekcjach czekał pod szkołą, aż jego ukochany nauczyciel skończy pracę zebrał się na odwagę i podarował mu mały flakonik perfum, które mu osobiście się podobały. Do buteleczki przyczepiona była karteczka z wyznaniem, które tak głęboko w nim siedziało od momentu kiedy tylko pierwszy raz go zobaczył.

 „Czy to nie za śmiałe jak na ucznia, który darzy takim uczuciem swojego nauczyciela ?”. 

To było jedyne co wtedy odpowiedział, ale prezent schował do wielkiej, czarnej torby i odszedł. Changmin mógł dać sobie rękę obciąć za to, że widział, iż pomimo wszystko na twarzy Jusnu pojawił się delikatny uśmiech. Wszystko skończyło się tak, że spotkali się kiedyś na tej samej dyskotece. Zaczęli powoli ze sobą flirtować jakby zanikła bariera dzieląc ucznia i wykładowcę. Nie mogąc się w ten sposób sobą nacieszyć wylądowali w jakimś ciemnym kantorku gdzieś na zapleczu. Changmin przypominał sobie doskonale każdy dotyk jakim wtedy obdarzał go ukochany. Nie myślał, że mogłoby się to kiedykolwiek skończyć. A jednak stał teraz sam i wpatrywał się w podłogę. Jego pewność siebie nagle uleciała. Czuł, że stracił coś, nie, kogoś bardzo ważnego w swoim życiu. Swoją pierwszą prawdziwą miłość, o którą musiał naprawdę walczyć. 

„To się nie dzieje naprawdę”.

Kubek, który trzymał w  dłoni roztrzaskał się o panele z głośnym hukiem przywodzącym na myśl serię strzałów na strzelnicy. Stał tak jeszcze przez chwilę, po czym ubrał się pospiesznie i wyszedł zostawiając klucze pod wycieraczką.